piątek, 12 lutego 2016

Więzy krwi Prolog

-Nee , Oku-chan! Pobawisz się ze mną?~ - spytała , patrząc na niego lśniącymi oczkami. Wspomniany osobnik uśmiechnął się do niej.
-Pewnie Shi-san , a znasz taką zabawę jak berek?
-Um , nie znam , a jak się w to bawi?
-Bardzo prosto , ty uciekasz a ja cię gonię , jak cię łapię wtedy ja uciekam a ty mnie łapiesz.
-Aaa! Więc to tak! No ... to łap mnie Oku-chan - zaczęła biec oddalając się od niego. Chłopak zaczął za nią gonić. Była starsza od niego więc to jasne że była szybsza ,  gdy była dosyć daleko że jej nie zauważył schowała się za jednym z drzew w parku , mały przelatując obok tego drzewa myśląc że ją zgubił zatrzymał się na chwilę.
-Ejjj! Shi-sannnn! Gdzie jes...! - dziewczyna zasłoniła mu dłońmi oczy , i wyszeptała do ucha.
-I kto tu kogo złapał , co? ... Oku-chan? - zapytała gdy chłopiec milczał.
-Shi-san... - wyszeptał.
-Hm? Co jest?
-Czy mogłabyś przestać nazywać mnie ,,Oku-chan"?  - kobieta się zdziwiła.
-A to dlaczego?
-Bo wszyscy bliscy poza bratem nazywają mnie Rin , dlaczego nazywasz mnie inaczej skoro też jesteś mi bliska? - zastanawiała się chwilę nad odpowiedzią , kucnęła przed chłopakiem z poważną miną.
-Dlaczego mam mówić na ciebie Rin skoro inni tak mówią?
-Przecież cię spyta...
-Nie o to mi chodzi. Skoro inni nazywają cię Rin to dlaczego ja mam robić tak samo? Nie uważasz że jeśli ktoś całkiem inaczej cię nazwie to poczujesz że jesteś dla tej osoby wyjątkowy , ponieważ nadała ci całkiem inny od innych oznacznik?
-Co to znaczy oznacznik?
-To znaczy że ktoś widzi cię inaczej od innych , na przykład zwykły pan który przechodzi obok ciebie na ulicy , jeśli się uśmiechasz  widzi w tobie małe , wesołe dziecko , jeśli nie-na odwrót , albo ty widzisz swojego braciszka jako brata który jest mały i płochliwy , ale wiesz że jest dla ciebie cenny i chcesz go chronić. Ja widzę cię jako ,,Oku-chan"-niby małego , ale strasznie miłego , energicznego , żywiołowego i silnego chłopca który jest moim przyjacielem , taki dałam ci oznacznik. Wiesz po czym można też poznać że jesteś dla kogoś cenny?
-Po czym?
-Po brzmieniu głosu tej osoby , gdy wymawia twoje imię.
-Brzmieniu głosu? - chłopak nie wiedział o co chodzi , dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
-Kiedyś zrozumiesz o co mi chodziło Oku-chan...


                                                             KILKA LAT PÓŹNIEJ:
-Rinnn! - podbiegła do niego blondynka - Co robisz?
-O! Shiemi! Próbuję znaleźć kryjówkę , bo Yukino jest wściekły i wszędzie mnie szuka.
-A za co jest zły?
-Aaaa , wiesz ... jakby to ... prowadziłem wojnę z matematycznymi obliczeniami i chciałem wyjść do toalety i prze nieuwagę nadepnąłem na ogon Yukino a ten walną pięścią ze zdziwienia w ogon Kuro który podrapał go po twarzy , wtedy on zrobił łubudu na podłogę i roztrzaskał okulary i teraz goni mnie z pistoletami w dłoni , a to nie tylko to , dzisiaj jeszcze...
-Nii-sannnn! - głos było słychać z oddali,
-Niedobrze! Już nie żyję! Trzymaj się Shiemi! - i pobiiegł dalej...




niedziela, 7 lutego 2016

Wielbiciel cz.1

1 czerwca
Ichigo właśnie wychodził z klatki schodowej. Nie może znowu spóźnić się do pracy bo tym razem mogą go zwolnić. A praca sekretarz jednej z najlepiej funkcjonujących firm jest naprawdę dobra i nie chce jej stracić , długo na to pracował. Co prawda nie jest to jeden z najłatwiejszych przedmiotów ale , jest dobry. Gdy zszedł już na dół zauważył jak coś wystaje z jego skrzynki na listy , i jak zwykle ciekawość u niego jest na pierwszym miejscu. Podszedł i wziął kopertę. Gdy ją otworzył przeczytał zawartość na kartce.....
,, Człowiek posiada zmysły po to by je wykorzystać. Rozum by nie być głupim. Ty też to wykorzystaj wiedząc że jest ktoś , kto o tobie ciągle myśli."
                                                                          H.S
Wiadomość była krótka ale jej wykonawca wyraził się jasno. W pierwszej chwili Ichigo pomyślał że to jakaś pomyłka ale na kopercie wyraźnie było napisane że wiadomość jest zaadresowana do niego. Nie mógł w to uwierzyć. Ktoś do niego napisał. Tylko kto? ....
- O nie ... - właśnie zdał sobie sprawę że skoro wiadomość przyszła tutaj to znaczy że ten ktoś zna jego adres zamieszkania. Zaczął się bać. A co jeśli to jakiś świr , czy najprędzej świruska. Właśnie .... nie wiedział nawet czy napisał to facet czy kobieta. Były tylko te inicjały ; H.S . Coś mu świtało ,  wydawało mu się że gdzieś już widział ten podpis. Tylko  gdzie? Nie dane było mu o tym długo rozmyślać , bo usłyszał dzwonek telefonu oznaczającego że ktoś do niego dzwoni. Nie patrząc na wyświetlacz odebrał.
- Halo.
- Gdzie jesteś? - słysząc bardzo dobrze znany mu głos trochę się zlękł. Dzwonił jego szef. Ma przechlapane.
- Hichigo-sama , przepraszam , spóźnię się bo coś mnie zatrzymało.
- Powiedz mi co było ważniejsze od pracy? - warkną rozmówca. I co miał mu powiedzieć? Prawdę? Chyba tak , bo kłamstwo na nic się zda w przypadku albinosa. I jeszcze jest to że bał się go. Nie jego wyglądu tylko tego jego groźnego wzroku gdy coś mu się nie podobało oraz tego zimnego tonu głosu.
- No ...bo .... ja....... no .....
- No wyduś to z siebie.
- No bo dostałem jakiś list zaadresowany do mnie , a przecież Hichigo-sama wie że jestem strasznie ciekawski - ,,ciekawski tylko jeśli chodzi o listy" dodał w myślach. - A nadawcy nie znam bo się nie podpisał.
- Nie podpisał? Nie zostawił niczego? - i właśnie nie lubił szefa za to że wtyka się w jego prywatne sprawy , nikogo innego tylko niego , a przecież nie jest jego ojcem żeby wiedzieć o nim wszystko. Nie rozumiał go , i tak mu to się nie przyda i nie ma to związku z jego pracą.
- Zostawił tylko inicjały , ale po co to szefowi wiedzieć?
- Przyjdź do pracy , to jedyne co powinieneś wiedzieć. - jego pracodawca rozłączył się nie udzielając odpowiedz na zadane przez niego pytanie.

2 czerwca

,, Wiesz po co istnieją takie miejsca jak biblioteka? By ludzie pobierali z niej wiedzę. Przechodząc przez półki ,, Sen Nocy Letniej".
                                          H.S
PS. 16:50

Trochę pomyślał i w końcu postanowił że według wskazówek zawartych w wiadomości pójdzie do najbliższej biblioteki. Popatrzył jeszcze na zegarek. 16:40. Dzisiaj szef dał mu wolne od pracy więc postanowił jakoś zająć swój czas.  W tym celu wrócił do swojego mieszkania , wyciągną z szafy czarną koszule z rękawem i małym wycięciem w kształcie trójkąta (oczywiście podwiną sy rękawy , bo gorąco na zewnątrz)  , czarne dżinsy z srebrnym łańcuchem i adidasy z nadrukiem z Nick. Wziął sy jeszcze swoją białą torbę i przewiesił sobie przez ramię na ukos i mógł iść.
.
Do biblioteki nie miał daleko , 10 minut i już był na miejscu tak jak panował. Teraz tylko odszukać dział poetycki i wiersz Szekspira. Nie szukał go długo musiał tylko teraz poszukać ...
- Sen...sen...sen...se..O jest. - już dotkną palcami kawałek niebieskiej okładki gdy ktoś w tym samym momencie ją złapał. Zaskoczony popatrzył na osobę obok niego. I w tym momencie przeszedł go dreszcz strachu. - Hi ... Hichigo-sama? Co pan tu robi? - powiedział cicho.
- A po co się idzie do biblioteki? By pobierać z niej wiedzę. - znowu zauważył u niego ten kpiący uśmiech i znowu następny dreszcz. Opuścił swoją rękę by pozwolić swojemu szefowi wziąć książkę. - A ty po co tu jesteś? - zmyślony zastanawiał się czy powiedzieć prawdę ale ... może choć raz uda mu się kłamstwo.
- Po to samo co pan.
- Czyli?
- Przyszedłem poczytać. - odpowiedział cicho. Nagle albinos chwycił jego rękę i wręczył mu niebieską książkę do ręki.
- Trzymaj. Chyba tą chciałeś co nie? - on tylko pokiwał głową.
- A ... pan? Przecież też chciał tą książkę.
- Znajdę sobie inną. I ... Ichigo ... - jego imię wypowiedziane przez albinosa wydawało się jakieś dziwne , ale nie w negatywny sposób  , wręcz przeciwnie. - ... jesteśmy po pracy , nie musisz zwracać się do mnie oficjalnie znamy się od dwóch lat i wiemy o sobie wszystko - ,,pan wie o mnie , ja nic nie wiem o panu " powiedział w myślach. - Więc mów do mnie po imieniu. - przełykając gulkę w gardle i spróbował ..
- Hichigo-san? - spytał niepewnie. Albinos pokręcił przecząco głową. - Shirosaki-san? - spróbował , albinos tylko się uśmiechną , ale nie w kpiący uśmiech , ten był normalny ... ciepły. A on aż z wrażenia otworzył buzię.
- Wystarczy Shiro.
- Shiro-san...
- Nie , nie - pokręcił głową i powiedział stanowczo. - Shiro. - dał nacisk na to słowo. Ichigo opuścił głowę patrząc w podłogę , miał mówić tak spoufale do swojego szefa? Co z tego że po pracy , tak nie pasowało. Mimo tego spróbował.
- Shiro. - albinos znowu się uśmiechną .... ,,jeszcze cieplej" pomyślał.
- Właśnie tak. A teraz powiedz mi ... po co tu naprawdę przyszedłeś. - wiedział to! Po prostu wiedział że przed nim nic nie ukryje. I co teraz? Chyba musi mu to pokazać. Sięgną do swojej torby , czując na sobie wzrok jego szefa , wyciągną kartkę z wiadomością i podał ją jemu. Gdy albinos to przeczytał uśmiechną się wrednie.
- Ohoooo , masz cichego wielbiciela? - uniósł brew. Kurosaki zarumienił się i zażenowany odpowiedział.
- Nie prawda , adresat musiał pomylić imiona i źle trafił.
- Mimo tego przyszedłeś tu według wskazówek listu. - to prawda , ale co go podkusiło? Chyba tylko....
- Wie sze.. - zatrzymał się widząc groźny wzrok albinosa , poprawił się. - Wiesz Shiro że jestem strasznie ciekawski.
- Jeśli chodzi o listy , prawda? - on naprawdę wiedział o nim wszystko.
- Prawda. - nastała nieznośna dla niego cisza , czół na sobie ciągle wzrok albinosa który go przeszywał , właściwie zdał sy sprawę że po raz pierwszy widzi go normalnie ubranym. Czarna , skórzana kurtka , biały podkoszulek , czarne rurki , eleganckie buty ,,nietypowe połączenie" pomyślał po obejrzeniu ubioru i chyba się zagapił bo jego szef zaczął machać mu ręką przed oczami , chcąc go obudzić. Przez to podskoczył w miejscu przyciskając książkę do piersi. - Przepraszm - powiedział - myśllałem o czymś.
- O czym.
- Nieważne. - ukłonił się , tak dla kultury i chciał odejść. - Ja już pójdę , do zobaczenia. - gdy odchodził czuł na sobie badawczy wzrok albinosa , czuł się z tym nieswojo , dziwnie. Na zakręcie wpadł na kolejną osobę , która walnęła głowa w jego pierś.
- Ała. - rozmasowała sobie bolącą część ciała.
- Inoue? - popatrzyła wyżej.
- Kurosaki-kun. - uśmiechnęła się , on też odwzajemnił ten uśmiech.
- Co tu robisz?
- Chciałam wypożyczyć książkę. - powiedziała rumieniąc się trochę , czego on nawet nie zauważył. - Widzę że też coś wziąłeś. - wskazała na niebieską książkę.
- A to? - uniósł ją do góry. - Tak , czasami trzeba coś ,,przeczytać".
- Mogę zobaczyć? - podał jej książkę. Ona ją tylko obejrzała z każdej strony nie zaglądając do środka. - ,,Sen nocy letniej" , nie wiedziałam że lubisz Szekspira. - oddała mu ja.
- Też nie wiedziałem że go lubię. - mrukną.
- Mówiłeś coś Kurosaki-kun?
- Nie nic. Inoue wybacz ale śpieszę się. Kiedy indziej pogadamy , cześć. -podbiegł szybko do lady bibliotekarki , by wypożyczyć daną książkę. Gdy wybiegł nią przez drzwi wypadła z niej koperta. Od razu zorientował się cc to jest i podniósł ją chcąc przeczyatć.

,, Pisaniem do ciebie , chcę  z tobą pogadać Choć raz w Miesiącu. Znam ciebie , ty mnie też. H.S pomyśl. Jestem zawsze blisko ciebie. "
                                                                                                                           H.S
PS. Twe odpowiedzi znaleźdz mogę tylko przy ,,Śmierć Masaki". 
(napisz odpowiedż tutaj) -> 

Więc che z nim pogadać? , nie ma sprawy. Może w końcu ujawni się jego tożsamość. Wyciągną z torby czerwony długopis i napisał :

,, Chcesz rozmawiać.
Dobrze.
Ale chcę chociaż wiedzieć.
z kim mam do czynienia?
Jesteś zawsze blisko mnie - mówisz.
Kobieta czy mężczyzna? chcę wiedzieć.
Daj wskazówkę.
H.S to twoje imię i nazwisko. Spróbuję pomyśleć.
Nic nie obiecuję.
Choć na początku się przestraszyłem myśląc kim jesteś. 
Teraz chyba sam nie wiem. odpowiedz. Czy bać się ciebie czy nie?"

                                                                     I.K

Gdy skończył schował ponownie w kopertę. ,,Śmierć Masaki" wiedział o co chodzi. Miejsce gdzie zmarłą jego matka , to rzeka jest kawałek ale myślał że dojdzie. Tylko skąd wiedział o tym nieznajomy?
.
Popatrzył na płynąca rzekę. Przypomniało mu się kilka sytuacji z nią związanych. Jedną pamiętał bardzo dobrze.

,, Siedział z podkulonymi nogami na trawie obserwując jak zawsze płynącą wodę. Zawsze się w nią tak wpatrywał. Prawie codziennie od dziewięciu lat. Tutaj ona zginęła właśnie dziewięć lat temu. Poczuł rękę na ramieniu ale nie zwrócił na to uwagi. Przynajmniej do puki nieznajomy się nie odezwał.
- Co tutaj robisz. - spytał i dosiadł się do niego. - O tej porze dzieci powinny być w domach.  - prychną gdy to usłyszał , i w końcu podniósł głowę by zobaczyć z kim ma do czynienia. Osoba siedząca obok niego miała nienaturalnie białą skórę nawet jak na albinosa , no i jeszcze te czarne białka oczne oraz złote tęczówki , pierwszy raz widzi kogoś o takim wyglądzie. -  To odpowiesz mi? - spytał ponownie nieznajomy patrząc na niego. Ichigo pokręcił głową i odwrócił ją w stronę rzeki. Nagle nabrała go chęć wygarnięcia wszystkiego nieznajomemu. I zrobiłby to nie myśląc za wiele..
- Siedzę.
- Dlaczego?
- Mam swoje powody.
- Więc może mi je wyjawisz. - zaproponował.
- Nawet cię nie znam. 
- Szef firmy elektroniczne-AGD , Hichigo Shirosaki. Teraz już mnie znasz , więc? - powiedział wyciągając do niego dłoń , zaskoczony taką odpowiedział podał mu swoją dłoń.
- Kurosaki Ichigo.
- Ichigo? - wiedział , po prostu każdy musi się przyczepić do jego imienia. - Uroczo.
- Wcale nie. - powiedział stanowczo. - Dlaczego każdy się tego czepia - mrukną. Albinos zaśmiał się ale nie skomentował. Ichigo odwrócił głowę w drugą stronę. Zastanawiał się czy odpowiedzieć , ale pomyślał że wygadać się obcemu człowiekowi będzie lepiej dla niego , przynajmniej nie będzie tego dusić w sobie. - Tutaj zmarła moja matka - powiedział patrząc ciągle na rzekę. - W wypadu. Miałem wtedy dziewięć lat i zostałem sam z ojcem i dwoma siostrami. Od tamtej pory chodzę tu codziennie...
- Wiem. - przerwał mu wypowiedź. - Widziałem cię tu zawsze.
- Jak to? - popatrzył na niego oniemiały , jakiś koleś go obserwował a on go nawet nie zauważał. - Od kiedy?
- Od początku. Gdy ty prawdopodobnie miałeś dziewięć lat ja kończyłem czternaście. Widziałem cię tu codziennie bo tą drogą wracam do swojego domu. Ty mnie nie zauważałeś , ja ciebie tak. Chciałem nawet podejść i się o coś zapytać.
- O co takiego?
- Co ty na to , by zacząć pracować jako sekretarz w moim biurze? "

Od tamtej pory minęły dwa lata i tyle się znają , oficjalnie bo albinos kojarzył go wcześniej. Wciąż dudni mu to jak się przedstawił. ,,Szef firmy elektronicznej-AGD , Hichigo Shirosaki.".... Hichigo Shirosaki .... nagle zapaliła mu się zielona lampka.
- Zara , zaraz , to chyba niemożliwe co nie? - popatrzył na wiadomość by się upewnić. Hichigo Shirosaki . H.S. - Nie , to niemożliwe. - pomyślał. - To na pewno tylko przypadek  - zapewniał się. - Na pewno przypadek. - westchną , nie chciał już tu być. Zostawił kopertę na trawie myśląc że adresat wiadomości ją weźmie. - I miał rację.
*
Później przez cały czas przychodziły i odchodziły listy.
*
3 czerwca
,,Z kim masz do czynienia? Chyba już się domyślasz. Po pójściu nad rzekę , prawda? Mężczyzna , ale nie przestrasz się. Wskazówkę mam ci dać? Biblioteka podpowiem. Co to za pytanie? Nie musisz się mnie bać. Nic ci nigdy nie zrobiłem oprócz tego że pomogłem."
                                                                                                                                    H.S
,, Nie rozumiem , nie domyśliłem się. Nie przestraszyłem się tylko zdziwiłem  , a to jest różnica. Mówisz biblioteka ale ja spotkałem tam dwie osoby którymi na pewno nie jesteś ty. Nie bać się -tak myślałem. Pomogłeś w jakim sensie? "

                                                                                                                                   I.K
 5 lipca
,, Powiem - kłamiesz. Dobrze wiem że się domyślasz. Zdziwiłeś - mogłem się domyślić. Skąd wiesz że mnie tam nie widziałeś byłem wtedy bardzo blisko ciebie. Pomogłem , i to dużo razy , na razie nie powiem jak bo wtedy będziesz wiedział kim jestem. A nie chce by to cię zszokowało lub wzbudziło w tobie obrzydzenie.  Ale myślę że niedługo się dowiesz. 
                                                                                                                                    H.S

,, Widzę że dobrze mnie znasz skoro wiesz że kłamię. Byłeś bardzo blisko? Nie mów tak.-.- Nie lubię jak ktoś tak mówi do mnie. Rozumiem że nie chcesz powiedzieć ale o moją reakcję nie musisz się bać , nie jestem rasistą anie nie wzbudza to we mnie takich uczuć. Mam nadzieję że to ,,niedługo" przybędzie szybko , bo jestem ciekawski."
                                                                                                                                   I.K
2 sierpnia
,,Dlaczego nie mówić? Nie lubisz jak ludzie mówią o tobie dobre rzeczy? Ja mogę mówić ci cały czas że jesteś piękny , seksowny , masz ładne włosy , ślicznie się rumienisz , pociągający , masz urocze imię , a twoje oczy są najpiękniejszym widokiem jakim widziałem , brakuje do nich tylko twojego uśmiechu , ciepłego uśmiechu z rumieńcami na policzkach , takiego chcę cię zobaczyć. Dzięki że mnie uprzedziłeś ,to znaczy że jest szansa dla nas dwoje? To ,,niedługo" już nadchodzi. :)."
                                                                                                                             H.S
,,Skończ! Jeśli chcesz wiedzieć to ja się nie uśmiecham często więc nie wiem czy mnie w ogóle zobaczysz ale... jest dla  ciebie szansa , oczywiście tylko wtedy  gdy cię poznam. Niedługo..."
                                                                                                                                  I.K
22 marzec
,, Wybacz że długo mnie nie było , wyjechałem , nie ważne gdzie. Wracając do poprzedniego tematu. Gdyby się spotkamy to chyba będziesz musiał mnie walić po głowie bym tego  nie mówił bo ja , nie zamierzam przestać. ;) Jak w pierwszej wiadomości tak teraz powiem ci że jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie. ,,Niedługo...". " 
                                                                                                                          H.S
,, W porządku nie gniewam się. Masz rację , już szykuję młotek w razie czego :) Ja nie mogę powiedzieć tego o tobie bo nie wiem kim jesteś , nie gniewaj się. Ale mogę cię pocieszyć jedynie faktem że cię polubiłem. ,, Niedługo..."
                                                                                                                          I.K
 5 kwietnia
,, Kwitnące pąki wiśni to oznaka delikatności. Delikatny jest ten co szanuje , a brutalność to oznaka zazdrości. Mówię - ,,jestem zazdrosny" , a o co? O pewną rudą kobietę która ma lepszy kontakt z tobą , niż żebym ja miał, o to jestem zazdrosny.
                                                                                                               H.S
PS. Pełnia Księżyca.

Kolejna wiadomość. Wygląda na to że rzeczywiście ma cichego wielbiciela. I znowu w w tekście podano miejsce i czas. Tylko nie wiedział po co tam pójść skoro i tak nie dowie się kim jest osoba z którą pisze , a nie powinien. Westchną męczeński.
- Ciekawe kiedy to się skończy? - zapytał sam siebie. Sprawdził jeszcze którego dnia ma być ta pełnia. - Już dzisiaj?! - zaskoczony patrzył na kalendarz w komputerze. Dokładnie o godzinie 22:04:26. Zobaczył jeszcze która godzina na zegarku. 14:39 , jest jeszcze dużo czasu do nocy.

PÓŹNIEJ......

Powoli zakładał na siebie świeżą , szarą koszulę , granatowy sweter z suwakiem i tego samego koloru dresy , nałożył jeszcze trampki i słuchawki na uszy. Jak na późną porę to jest strasznie ciepło , może to dlatego że jest kwiecień. Włączył muzykę w telefonie i do jego uszu obiegła melodia znanego mu zespołu ,,The Script" Prawie wszystkie piosenki jakich słuchał pochodziły z Europy , muzyka z tąd nie za bardzo przypadłą mu do gustu. A oprócz The Script słucha jeszcze innych ,  np. One Republic , Imagime Dragons , 5 Secends , Bastille i jeszcze więcej ale są jego ulubione.
Także wyszedł ze swojego mieszkania i skierował się do parku. Nie bał się iść tam w nocy bo wiedział że zrobiono już tam ognisko na które każdy może przyjść. Co roku tak jest. Ale on przecież i tak nie idzie tam po to. Może to ten dzień i w końcu spotka się ze swoim wielbicielem?
- Żeby to było możliwe - prychną cicho. Przecież tajemniczy ktoś nie ujawnił się od tak dawna to dlaczego teraz nagle miałby wyjść z ukrycia? W listach pisał ,,Niedługo ... " ale to niedługo chyba nie nadejdzie. Upłynął prawie rok a oni pisali ze sobą tylko pięć razy , a to dość mało jak na taki okres czasu. Bardzo mało. Ale swojej ciekawości nigdy nie przezwycięży i , i tak uda się tam gdzie kazał mu się zjawić nieznajomy.




One-Shout (HichiIchi) - List...

,, CIAO AMIGOS! POSTANOWIŁAM DODAĆ W KOŃCU JAKIŚ ONE-SHOT. I NIE JESTEM DO KOŃCA PEWNA  CZY MI SIĘ UDAŁ :(  JAK COŚ TO MÓWCIE CO MOGĘ ZMIENIĆ. A TERAZ SIĘGNIJMY OPINI DOBRZE ZNANYM NAM BOHATEROM.....
ICHIGO - OBYŚ DOBRZE NAPISAŁA I ŻEBY TYLKO TO NIE BYŁO O MNIE -.- 
AUTORKA - WIESZ ... TO JEST STRONA ONE-SHOUT OGÓLNIE O TOBIE I HICHIGO WIĘC MYŚLAŁAM ŻE PIERWSZY ONE-SHOT POWINNIEN ODDAWAĆ TEMATYKE TEGO. ;)
ICHIGO - CO?! NIEE! TYLKO NIE TOOO! 
HICHIGO - OJ ICHI , ICHI.  A JA TAM CHĘTNIE ZOBACZE TO JESZCZE RAZ :D
ICHIGO - JESZCZE RAZ???
AUTORKA - A NO TAK SHIRO JUŻ TO WIDZIAŁ BO MU POZWOLIŁAM ZOBACZYĆ PRZED OPUBLIKOWANIEM :)
ICHIGO - A DLACZEGO JEMU , A NIE MI?
HICHIGO - BO GDYBYŚ TO ZOBACZYŁ TO BYŚ TO ZNISZCZYŁ ZANIM BY OPUBLIKOWANO.
ICHIGO - TO CO TAM JEST NAPISANE ŻE NIE MOGŁEM??!!!
HICHIGO - HIHI , ZOBACZYSZ ICHI , ZOBACZYSZ :D
ICHIGO - ZACZYNAM SIĘ BAĆ  ; . ; .....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

LEŻAŁ NA  ZIMNYM CEMENCIE  OPIERAJĄC  SIĘ O LODOWATĄ ŚCIANĘ. BYŁ W TYM MIEJSCU PRZYKUTY ŁAŃCUCHAMI , MIAŁ JE NA NADGARSTKACH , KOSTKACH I NAWET NA SZYI. BYŁ WYCZERPANY , JUŻ NAWET NIE MIAŁ JAK SIĘ UBRAĆ. TAK JAK ,,ON" MU TO POWIEDZIAŁ , TO BYŁA JEGO ,,KARA" ZA  MAŁY BŁĄD KTÓRY POPEŁNIŁ. NIBY MÓWI ŻE  W TEN SPOSÓB CHCE GO OCHRONIĆ PRZED ŚWIATEM ALE JAKOŚ MU NIE WIERZY. ,,ON" PO PROSTU CHCIAŁ GO ODIZOLOWAĆ OD CAŁEGO ŚWIATA I MIEĆ SWOJĄ WŁASNĄ  , OSOBISTĄ ,,ZABAWKĘ" . MIAŁEM SZANSE UCIEC , A NIE WYKORZYSTAŁEM JEJ. I CIĄGLE NIE WIEDZIAŁ DLACZEGO JEJ NIE WYKORZYSTAŁ. DLACZEGO? DLACZEGO MU NA TO POZWALAM? MYŚLAŁ ZROZPACZONY. JEDNAK ODPOWIEDZ BYŁA ZBYT OKRUTNA. KOCHAM GO! NA PRAWDĘ GO KOCHAM! TYLKO DLACZEGO POZWALAM MU NA ,,TO"?!!  NIE WYTRZYMAM!  TO PRAWDA , MIAŁ JUŻ DOŚĆ , ŻAŁUJE JUŻ NAWET ŻE NIESZCZĘŚLIWIE ZAKOCHAŁ SIĘ W ,,NIM". GDYBY NIE BYŁ TAKI NAIWNY , MOŻE TERAZ BYŁBY JUŻ DALEKO Z TĄD. A TERAZ JEST TU , CAŁY SPOCONY Z WYSIŁKU , A Z POMIĘDZY JEGO NÓG WYPŁYWA SZKARŁATNA KREW.  NIENAWIDZE GO! A JEDNOCZEŚNIE KOCHAM! BŁAGAM ,  NIECH KTOŚ MNIE Z TĄD ZABIERZE! CIĄGLE MIAŁ NADZIEJĘ ŻE WYDOSTANIE SIĘ Z JEGO SIDEŁ , JAK BARDZO SIĘ MYLIŁ. I NAGLE CAŁA NADZIEJA PRYSŁA GDY ZJAWIŁ SIĘ ,,ON".OTWORZYŁ DRZWI DO POMIESZCZENIA POPATRZYŁ NA SWOJEGO ,,WIĘŹNIA" Z TRIUMFEM I POŻĄDANIEM. ICHIGO NAWET NIE CHCIAŁ NA NIEGO PATRZEĆ , GŁOWA BEZWŁADNIE WISIAŁA MU DO PRZODU.. - ICHIGO. - POWIEDZIAŁ ŁAGODNIE I PODSZEDŁ DO NIEGO. PIĘKNY.~  POMYŚLAŁ GDY POPATRZYŁ NA OBRAZ PRZED NIM. MIMOWOLNIE UŚMIECHNĄ SIĘ SAM DO SIEBIE. KUROSAKI SIEDZIAŁ OPARTY O ŚCIANĘ , NAGI , RĘCE OPADAŁY BEZWŁADNIE  WZDŁUŻ , NOGI W ROZKROKU ,  JESZCZE TE KAJDANY , I TA NA SZYI WYGLĄDA JAK OBROŻA. CHOLERNIE PODNIECAJĄCY WIDOK.  ZROBIŁO MU SIĘ CIASNO POD PODBRZUSZEM. KUCNĄŁ MIĘDZY JEGO NOGAMI I UNIÓSŁ PODBRÓDEK DO GÓRY PATRZĄC NA JEGO PIĘKNĄ I GŁADKĄ TWARZ , RÓŻOWE POLICZKI PRAWDOPODOBNIE OD PŁACZU , ZAMGLONE OCZY I ROZCHYLONE , KUSZĄCE USTA. ZACHĘCAJĄCY WIDOK.  NIE WYTRZYMAM! JUŻ CHCIAŁBY MU COŚ ZROBIĆ , TA BARDZO KUSIŁO GO TO CIAŁO , MYŚL ŻE MOŻE Z NIM ZROBIĆ CO CHCE JESZCZE BARDZIEJ GO PODNIECAŁA. - ICHIGO - KUROSKI NIE ZAREAGOWAŁ , NIE MIAŁ SIŁY , A JENAK ZADRŻAŁ GDY POCZUŁ DOTYKAJĄCE GO WSZĘDZIE DŁONIE. PRZESTAŃ! NIE CHCIAŁ TEGO ZNOWU. ZACZĄŁ SIĘ GO BAĆ. PRZYCHODZI TU CO DWIE GODZINY I GO TORTURUJE ALBO WYKORZYSTUJE , TO STRASZNE. ZACISNĄ MOCNO OCZY BYLE TYLKO NIE ZROBIĆ CZEGOŚ CO ZNOWU NIE SPODOBA SIĘ JEGO KATOWI.  CZEMU ! CZEMU MUSIAŁEM SIĘ ZAKOCHAĆ W NIM! CZEMU!? SZKODA TYLKO ŻE NIE WIEDZIAŁ ŻE HICHIGO DARZY GO TYM SAMYM UCZUCIEM CO ON JEGO. JAK JA GO KOCHAM. KOCHAM GO CAŁEGO , KOCHAM! CHOĆ WIEM ŻE PEWNIE MNIE NIENAWIDZI , ALE TO NIEWAŻNE. TERAZ JEST JUŻ MÓJ! MÓJ , MÓJ , MÓJ. TYLKO MÓJ! - JESTEŚ MÓJ. ROZUMIESZ? - TAK. - POWIEDZIAŁ CIĄGLE Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI. GŁOS MU DRŻAŁ. MIAŁ ŚWIADOMOŚĆ ŻE SHIROSAKI NAPAWAŁA GO WIĘKSZYM STRACHEM , ALE WZBUDZAŁO TEŻ W NIM NIEWIADOME CIEPŁO NA TE SŁOWA. HICHIGO UŚMIECHNĄ SIE I ZATRZYMAŁ RĘCE NA JEGO KROKU ,ZŁAPAŁ GO I ZACZĄŁ PORUSZAĆ. I TU WŁAŚNIE GDY TO ROBIŁ MIAŁ WĄTPLIWOŚCI ŻE ICHIGO GO NIENAWIDZI. A ICHIGO NIE WIEDZIAŁ DLACZEGO ZAWSZE PODOBAŁO MU SIĘ GDY SHROSAKI MU TO ROBIŁ. , DLACZEGO SIĘ TYM PODNIECAŁ. ZACISKAŁ ZĘBY BY ŻADEN DŹWIĘK NIE OPUŚCIŁ JEGO UST JEDNAK NA NIC SIĘ TO ZDAŁO GDYŻ ALBINOS POCIĄGNIĘCIEM ŁAŃCUCHA NA SZYI WYRAZIŁ SIĘ JASNO.  KUROSAKI NIE SPRZECIWIŁ SIĘ.  JĘCZAŁ TERAZ Z PRZYJEMNOŚCI.- PRZE.....STAŃ. - ODWAŻYŁ SIĘ WYRAZIĆ SWÓJ PROTEST.  HICHIGO ZATRZYMAŁ SWOJĄ RĘKĘ I SPOJRZAŁ W TWARZ NASTOLATKA Z GNIEWEM.- CO POWIEDZIAŁEŚ? - ZACISNĄ MOCNO RĘKĘ NA JEGO CZŁONKU . ICHIGO WSTRZYMAŁ ODDECH. - MAM PRZESTAĆ? CZY TY WŁAŚNIE POWIEDZIAŁEŚ ŻE MAM PRZESTAĆ?! - WARKNĄ NIEZADOWOLONY ZE SŁÓW RUDOWŁOSEGO.  TERAZ MAM POWÓD BY TO ZROBIĆ.  UŚMIECHNĄ SIĘ DIABOLICZNIE. WYCIĄGNĄŁ ZA PLECÓW NÓŻ I ZROBIŁ LEKKIE NACIĘCIE NA OBOJCZYKU CHŁOPAKA . ICHIGO SYKNĄ , A NAKRĘCONY TYM CICHYM DŹWIĘKIEM ALBINOS ZACZĄŁ ZNÓW PORUSZAĆ RĘKĄ JESZCZE SZYBCIEJ A TAKŻE ROBIŁ PŁYTKIE NACIĘCIA NA SKÓRZE KUROSAKIEGO , WPRAWIAJĄC GO W OBŁĘD , NIGDY NIE ROZUMIAŁ JAK MOŻNA ROBIĆ DWIE RZECZY W TYM SAMYM CZASIE. . BŁAGAM. NIECH TO SIĘ JUŻ SKOŃCZY. - SPRÓBUJ TERAZ MNIE POWSTRZYMAĆ. - ICHIGO MILCZAŁ. - NO DALEJ. POWIEDZ TO. BŁAGAJ BYM PRZESTAŁ! - GDY CHŁOPAK DOSZEDŁ  ALBINOS POSTANOWIŁ SPRÓBOWAĆ CZEGOŚ NOWEGO CO ZAWSZE CHCIAŁ. W TYM CELU ODSZEDŁ NA CHWILĘ OD KUROSAKIEGO BY NASTĘPNIE WRÓCIĆ Z RZECZĄ KTÓRA PRZESTRASZYŁA CHŁOPAKA NIE NA ŻARTY.- PROSZĘ ... NIE RÓB TEGO. - POWIEDZIAŁ , JAKI ON SŁODKI , ICHI , CHCĘ ŻEBYŚ ZNÓW BYŁ MÓJ. JESZCZE TYLKO CHWILA. UWIELBIAŁ JAK  RUDOWŁOSY GO BŁAGAŁ , UWIELBIAŁ GDY CIERPIAŁ , PAMIĘTAŁ GDY BYŁ KIEDYŚ SZCZĘŚLIWY ,  GDY BYŁ ODWAŻNY LUB ULEGŁY , UWIELBIAŁ KAŻDE JEGO ZACHOWANIE , WŁAŚNIE DLATEGO POMYŚLAŁ ŻE ZA CZĘSTO BYŁ SZCZĘŚLIWY , WIĘC  DWA TYGODNIE TEMU  ZROBIŁ COŚ CO ZUPEŁNIE ZMIENIŁO JEGO ŻYCIE  , UWIĘZIŁ GO ,  ALE NIE TYLKO DLATEGO ŻE TAK POMYŚLAŁ ,  UŚWIADOMIŁ SOBIE ŻE  UWIELBIAŁ PATRZEĆ NA NIEGO  GDY BYŁ ULEGŁY , POSŁUSZNY , GDY BYŁ ZDANY NA JEGO ŁASKĘ , CHCIAŁ TEŻ W KOŃCU SIĘ W NIM ZATAPIAĆ BEZ PRZERWY BO NIE WYTRZYMYWAŁ TEJ DZIELĄCEJ ICH ODLEGŁOŚCI , MIAŁ DOŚĆ POMAGANIA SOBIE RĘKOMA , TO GO WCALE NIE ZADOWALAŁO. ALE TERAZ GDY OSIĄGNĄ WSZYSTKO CO CHCIAŁ , BRAKOWAŁO MU JEDNEJ RZECZY KTÓREJ NIE ZDOBĘDZIE NAWET GDYBY ROZKAZAŁ LUB TORTUROWAŁ CHŁOPAKA. - SHIRO-SAMA - SŁYSZĄC SWÓJ PRZYDOMEK POSTANOWIŁ POZWOLIĆ MU DOJŚĆ DO SŁOWA , CO NIGDY SIĘ NIE ZDARZYŁO. MOŻE JEDNAK POWINIEN TEGO NIE ROBIĆ? BO TO CO USŁYSZAŁ ... - CZEMU JA? DLACZEGO? - ,.. NIE WIEDZIAŁ JAK ODPOWIEDZIEĆ. CHŁOPAK MÓWIŁ CICHO I NIEPEWNIE. HICHIGO ZNAŁ ODPOWIEDŹ NA JEGO PYTANIE , ALE POSTANOWIŁ NA RAZIE NIC NIE MÓWIĆ. ZAMIAST TEGO RZUCIŁ WIBRATOR I PODSZEDŁ DO NA NOWO PRZESTRASZONEGO NASTOLATKA , OPUŚCIŁ SWOJE SPODNIE I PODSTAWIŁ SWÓJ KROK POD TWARZ ICHOGO. TEN NIE CHCĄC DOSTAĆ , WZIĄŁ GO CAŁEGO DO UST , JEDNAK ALBINOS WEPCHNĄ GO GŁĘBIEJ TAK ŻE CHŁOPAK PRAWIE SIĘ NIM DŁAWIŁ ALE I TAK ZACZĄŁ PORUSZAĆ SZYBKO GŁOWĄ BY JAK NAJPRĘDZEJ SIĘ TO SKOŃCZYŁO. SHIROSAKI ZŁAPAŁ GO ZA WŁOSY I SAM NADAŁ JESZCZE SZYBSZE TEMPO. CZUŁ TAKIE BŁOGIE UCZUCIE , I PO CHWILI SPUŚCIŁ SIĘ W JEGO USTA .  KUROSAKI BEZ SŁOWA POŁKNĄ WSZYSTKO. I W KOŃCU NADESZŁA OSTATNIA CZĘŚĆ TORTURY. SHIRO USTAWIŁ SIĘ PRZY JEGO WNĘTRZU A JEGO NOGI SAM OPLÓTŁ SOBIE WOKÓŁ PASA , I NARESZCIE WSZEDŁ DO TEGO CIASNEGO WNĘTRZA CHŁOPAKA.  TAK CIEPŁO~ JAK JA TO KOCHAM ~ JEGO KOCHAM~ ZNOWU JESTEŚ MÓJ , ICHI , W KOŃCU , NIGDY MI SIĘ TO NIE ZNUDZI , PATRZĄC NA TWĄ TWARZ CHCĘ ZROBIĆ JESZCZE WIĘCEJ!  NIE POWSTRZYMUJĄC EMOCJI , PORUSZAŁ SIĘ SZYBKO I MOCNA RÓWNOCZEŚNIE , BEZ PRZERWY ATAKUJĄC W PROSTOTĘ CO ZAWSZE DZIWIŁO ICHIGO , DZIWIŁO ŻE JEMU TEŻ CHCIAŁ SPRAWIĆ PRZYJEMNOŚĆ. DLACZEGO? TO PYTANIE ZAWSZE CISNĘŁO MU SIĘ NA USTACH , OD POCZĄTKU TEJ CHOREJ SYTUACJI. - DLACZEGO JA? - SPYTAŁ PONOWNIE. ALE ALBINOS NIE CHCIAŁ TEGO SŁYSZEĆ.- ZAMKNIJ SIĘ. - WARKNĄ . SKUPIAJĄC SIĘ NA GŁĘBSZYCH RUCHACH.. ICHIGO KRZYCZAŁ JAK NAJGŁOŚNIEJ , NIE TYLKO Z BÓLU . NIGDY NIE ROZUMIAŁ CZEMU SPRAWIAŁO MU TO ODROBINĘ PRZYJEMNOŚCI. - ICHIGO.... - POWIEDZIAŁ ŁAGODNIE CAŁUJĄC GO W CZOŁO , ZAWSZE TAK ROBIŁ GDY DOCHODZIŁ , ZACZYNAŁ BYĆ ŁAGODNIEJSZY , CO ZNACZYŁO DLA CHŁOPAKA TYLKO JEDNO. TO ŻE JEGO KAT NIE PRZYJDZIE TU PRZEZ DŁUŻSZY CZAS BO BYŁ ZASPOKOJONY NA DŁUGO. DOSYĆ! KONIEC Z TYM! MAM DOŚĆ! POKAŻE MU CO CZUJE!  I Z TĄ MYŚLĄ , PIERWSZY RAZ ODKĄD TU TRAFIŁ POPATRZYŁ NA NIEGO Z DETERMINACJĄ I JEDNOCZEŚNIE ŻALEM W OCZACH BY WYPOWIEDZIEĆ TO CO CISNĘŁO MU SIĘ NA USTACH OD POCZĄTKU ZNALEZIENIA SIĘ TU.
- MAM DOŚĆ , ROZUMIESZ! MAM DOŚĆ TEJ CHOREJ SYTUACJI , MAM DOŚĆ CIEBIE! NIENAWIDZĘ CIĘ! WYPUŚĆ MNIE Z TĄD! CO OSIĄGNIESZ WIĘZIENIEM MNIE I TORTUROWANIEM?! NIE JESTEM ZABAWKĄ KTÓRĄ MOŻESZ UŻYWAĆ KIEDY CHCESZ! JESTEM CZŁOWIEKIEM , MAM UCZUCIA! A TY.... TY! ....TY NISZCZYSZ MNIE!  I FIZYCZNIE I PSYCHICZNIE , NISZCZYSZ MNIE OD ŚRODKA , MÓWISZ ŻE JESTEM TWÓJ! MÓWISZ TAK Z CHOREGO PRAGNIENIA ZASPOKOJENIA SIĘ! I NIE ROZUMIEM DLACZEGO JA?! CZEMU JA , A NIE KTOŚ INNY?!! JA NIE CHCĘ! NIE CHCĘ BY OSOBĄ KTÓRA MNIE KRZYWDZIŁA BYŁ TY! NIE CHCE BY KRZYWDZIŁA MNIE OSOBA W KTÓREJ CHORO SIĘ ZAKOCHAŁEM!
HICHIGO ZAMUROWAŁO.. PRZESTAŁ SIĘ PORUSZAĆ. SPOJRZENIE ICHIGO JAK I SŁOWA WZBUDZIŁY W NIM ŻAL DO SAMEGO SIEBIE . TERAZ ZACZNIE SIĘ NIENAWIDZIĆ ZA TO CO ZROBIŁ. SPUŚCIŁ GŁOWĘ TAK ŻE KRZYWKA ZASŁANIAŁA MU OCZY . PODNIÓSŁ RĘKĘ DO GÓRY A ICHIGO MYŚLĄC ŻE ZOSTANIE UDERZONY ZA TO CO POWIEDZIAŁ ZACISNĄ MOCNO POWIEKI I ODWRÓCIŁ TWARZ W LEWĄ STRONĘ.  JEDNAK  STAŁO SIĘ INACZEJ. RĘKA ALBINOSA SPOCZĘŁA NA LEWYM POLICZKU CHŁOPAKA ODWRACAJĄC JEGO TWARZ NA WPROST TWARZY SHIROSAKIEGO. TEN DELIKATNIE ZACZĄ ZBLIŻAĆ SWOJE USTA DO JEGO , ŁĄCZĄC JE W NAMIĘTNYM POCAŁUNKU KTÓREGO ICHIGO NIGDY BY SIĘ NIE SPODZIEWAŁ. BYŁ TAK ZASKOCZONY ŻE OTWORZYŁ SZEROKO OCZY KTÓRE MIAŁ ZAMKNIĘTE I NAWET NIE ODDAŁ POCAŁUNKU. GDY ALBINOS SIĘ OD NIEGO Z TRUDEM ODERWAŁ ,(PONIEWAŻ CHCIAŁ DŁUŻEJ GO CAŁOWAĆ)  ZROBIŁ COŚ CO KUROSAKI JESZCZE BARDZIEJ SIĘ NIE SPODZIEWAŁ. ROZKUŁ GO .  ROZKUŁ WSZYSTKIE KAJDANY , JEDNAK ZOSTAWIŁ TĄ NA SZYI , SĄDZĄC ŻE RUDOWŁOSY WYGLĄDA W NIEJ SŁODKO.  NIE ZMIENIAJĄC  POZYCJI WZIĄŁ JEGO TWARZ W OBYDWIE DŁONIE I SPOJRZAŁ PROSTO W TE ZDZIWIONE OCZY.
ICHOGO .... TO WYDA CI SIĘ DZIWNE. ALE PRAWDĄ JEST ŻE ..... NIE CHCĘ KOGOŚ INNEGO. DLACZEGO TY? TO PROSTE , CHCĘ TYLKO CIEBIE , NIKOGO INNEGO. JESTEŚ MÓJ , ZROZUM TO. POWIEM CI COŚ: GDY BYŁEŚ JESZCZE WOLNY , JA .... OD POCZĄTKU CZUŁEM DO CIEBIE BARDZO DUŻO. NIE BAWIĘ SIĘ TOBĄ , WIEM ŻE MASZ UCZUCIA , TYLKO ŻE JA .... NIE PRZESTRASZ SIĘ TEGO ALE JA CHYBA ... MAM OBSESJĘ NA TWOIM PUNKCIE . INNYMI SŁOWY ............. KOCHAM CIĘ. TAK BARDZO CIĘ KOCHAM MOJA TRUSKAWKO. - NAGLE NABRAŁ OCHOTY BY GO POCAŁOWAĆ. I ZROBIŁ TO , BARDZO SZYBKO I MOCNO , WKŁADAJĄC CAŁE ,SWOJE UCZUCIE BO  MÓGŁ  BY TO BYĆ OSTATNI RAZ, BO KUROSAKI PEWNIE TERAZ JEST ROZTRZĘSIONY I MOŻE ZROBIĆ JAKĄŚ GŁUPOTĘ. - JESTEŚ MÓJ. I TERA PROSZĘ TAKŻE O TWOJE POTWIERDZENIE. PROSZĘ ICHIGO , WIEM ŻE ŹLE ZROBIŁEM WIĘŻĄ CIĘ. SKRZYWDZIŁEM TWOJĄ DUMĘ , UPOKORZYŁEM , TORTUROWAŁEM , ALE PO PROSTU OSZALAŁEM , OSZALAŁEM BO NIE MOGŁEM CIĘ POCAŁOWAĆ , BO NIE WIEDZIAŁEM CZY PRZYJĄŁBYŚ MOJE UCZUCIE , TAK BARDZO CHCIAŁEM CIĘ MIEĆ NA WŁASNOŚĆ ŻE W KOŃCU ZWARIOWAŁEM , TRAKTOWAŁEM CIĘ JAK PRZEDMIOT I SATYSFAKCJONOWAŁO MNIE TO , TO ŻE JESTEŚ W KOŃCU MÓJ. ALE  BRAKOWAŁO MI JEDNEJ RZECZY I CIĄGLE BRAKUJE. ICHIGO ..... PROSZĘ SPRÓBUJ NA NOWO POKOCHAĆ TAKIEGO ŚWIRA JAK JA , ....JA OBIECUJE SIĘ ZMIENIĆ , NA PRAWDĘ , JUŻ NIGDY CIĘ NIE SKRZYWDZĘ , TYLKO PROSZĘ ... POKOCHAJ MNIE. JA NIE PRZEŻYJĘ BEZ CIEBIE. JESTEŚ MOIM ŚWIATŁEM OŚWIETLAJĄCY MI DROGĘ , I JEŚLI TO ŚWIATŁO MNIE ZOSTAWI , NIE BĘDĘ MÓGŁ IŚĆ DALEJ , BO NIGDY JUŻ NIE BĘDĘ MÓGŁ ZŁAPAĆ TEGO ŚWIATŁA , CIEBIE ZŁAPAĆ. KOCHAM CIĘ , KOCHAM  , KOCHAM , KOCHAM , KOCHAM , KOCHAM I BĘDĘ TO MÓWIŁ PUKI MI NIE UWIERZYSZ , CHOCIAŻ TO I TAK PEWNIE ZA MAŁO. - CIĄGLE PATRZYŁ MU W OCZY MÓWIĄC TO. TO BYŁA PRAWDA. ZAPADŁ W ZŁY TRANS Z KTÓREGO OBUDZIŁ SIĘ DOPIERO PO SŁOWACH I TWARZY ICHIGO KTÓRA WYRAŻAŁA WSZYSTKIE JEGO UCZUCIA JAKIE CZUŁ. TO GO OSTUDZIŁO. W KOŃCU PRZEJRZAŁ NA OCZY. CZEKAŁ TYLKO NA ODPOWIEDZ ICHIGO. JEŚLI TEN BĘDZIE CHCIAŁ ODEJŚĆ TO HICHIGO NIE JEST DO KOŃCA PEWNY CZY NIE ZWARIUJE I NIE ZAMKNIE GO ZNOWU W TYM MIEJSCU. A NAPRAWDĘ NIE CHCE ZNOWU TEGO ZROBIĆ , ZNOWU GO SKRZYWDZIĆ. A ICHIGO SPUŚCIŁ WZROK . I CO MAM TERAZ ODPOWIEDZIEĆ? CO MAM ZROBIĆ? KOCHAM GO ALE JEDNOCZEŚNIE NIE JESTEM NA RAZIE W STANIE WYBACZYĆ MU TO CO MI ZROBIŁ. CHOLERA! RAZ SIĘ ŻYJE , A J NIE CHCE TEGO ŻYCIA ZMARNOWAĆ. WÓZ ALBO PRZEWÓZ! Z NOWĄ NADZIEJĄ SPOJRZAŁ NA SWOJEGO , PRAWDOPODOBNIE BYŁEGO , KATA. 
- JA........- ZROBIŁ KRÓTKĄ PAUZĘ. - ..... JA SPRÓBUJĘ , TYLKO ..... MAM PROŚBĘ ..... JEŚLI MOGĘ! - DODAŁ OSTATNIE SŁOWA BARDZO SZYBKO BO NIE BYŁ DO KOŃCA PEWNY CZY NIE DOSTANIE ZA TO ŻE NIE POPROSIŁ O POWIEDZENIE CZEGOŚ. CIĄGLE NIE BYŁ PEWNY CO DO ODMIANY HICHIGO. LECZ NASTĘPNE SŁOWA ROZWIAŁY JEGO WĄTPLIWOŚCI.
- NIE PYTA SIĘ JUŻ O ZGODĘ , JESTEŚ JUŻ WOLNY , NIE BÓJ SIĘ MÓWIĆ. MÓWIŁEM CI ŻE SIĘ ZMIENIĘ. WIĘC MÓW ŚMIAŁO. - UŚMIECHNĄ SIĘ CZULE DO RUDOWŁOSEGO DODAJĄC MU OTUCHY. - WIĘC CO TO ZA PROŚBA?
- JA .... SPRÓBUJĘ CIĘ NA NOWO POKOCHAĆ TYLKO NA RAZIE ... CHCIAŁBYM OGRANICZYĆ MIĘDZY NAMI ODLEGŁOŚĆ.
- MOŻESZ TROCHĘ ROZWINĄĆ? - SPYTAŁ ŁAGODNIE NIE CHCĄC GO PRZESTRASZYĆ.
- ŻADNYCH BLIŻSZYCH DOZNAŃ , SEKSU ,  PRZYTULANEK , A TYM BARDZIEJ OCIERANIA SIĘ O MNIE. ŻADNEGO ,JAK NA RAZIE TRZYMANIA SIĘ ZA RĘCE , DOTYKANIA , NAWET CZUBKIEM PALCÓW. NAJLEPIEJ TRZYMAJMY ODLEGŁOŚĆ MIĘDZY SOBĄ JAKIEŚ ,,, TRZY METRY...
- AŻ TRZY? - SPYTAŁ SMUTNY , NA CO ICHIGO SIĘ TROCHĘ PRZESTRASZYŁ. HICHIGO TO ZAUWAŻYŁ. - NIE BÓJ SIĘ TYLKO SIĘ PYTAM , I OCZYWIŚCIE ZGADZAM SIĘ , WIEM ZE TERAZ PEWNIE NIE CHCESZ BYM W OGÓLE SIĘ DO CIEBIE ZBLIŻAŁ , ALE WOLAŁBYM ŻEBY JAK JUŻ TO BYŁY DWA METRY A NIE AŻ TRZY , CO TY  NA TO?
- DOBRZE. I JESZCZE .... MOŻEMY ZACZĄĆ OD POCZĄTKU?
- TAK MOŻEMY. 
- DZIĘKUJĘ.
- NIE DZIĘKUJ , TO JA POWINIENEM CI PODZIĘKOWAĆ ŻE DAŁEŚ MI DRUGĄ SZANSĘ. I TERAZ JA BYM CHCIAŁ CIĘ O COŚ POPROSIĆ ..... - TO MÓWIĄC WYSZEDŁ Z JEGO WNĘTRZA I DOTRZYMUJĄC SŁOWA ODDALIŁ SIĘ OD NIEGO O DWA METRY , CHOCIAŻ WOLAŁBY GO CHOCIAŻ PRZYTULIĆ , ALE WIEDZIAŁ ŻE JEGO ,,KRÓL" NIE JEST DO NIEGO DO KOŃCA PRZEKONANY , A NIE CHCIAŁ POGARSZAĆ SWOJEJ POZYCJI.
- O CO? - SPYTAŁ JUŻ PEWNIEJ, MOŻE JEDNAK MOŻE ZAUFAĆ ALBINOSOWI.
- GDY CIĘ TU UWIĘZIŁEM MÓWIŁEM ŻE BRAKOWAŁO MI JEDNEJ , JEDYNEJ RZECZY , KTÓRA BYŁA NAJCENNIEJSZA DLA MNIE......
- CZEGO? - TROCHĘ BYŁ CIEKAWY ALE TEŻ NIEPEWNY O CO CHODZI HICHIGO. ALBINOS UŚMIECHNĄ SIĘ PROMIENNIE.
- BRAKOWAŁO MI TWOJEGO UŚMIECHU ICHI. TWÓJ UŚMIECH. Z NICZYM NIE DA SIĘ GO PORÓWNAĆ. TO NAJCUDOWNIEJSZA RZECZ NA ŚWIECIE. UŚMIECHAJ SIĘ WIĘC. - GDY KUROSAKI TO USŁYSZAŁ MIMOWOLNIE UŚMIECHNĄ SIĘ NAJPROMIENNIEJ JAK UMIAŁ , NIE WIEDZIAŁ ŻE TYM UŚMIECHEM POTRAFIŁ ZMIĘKCZYĆ SERCE SHIROSAKIEGO. 
- SHIRO.... DZIĘKUJĘ.

 ~UŚMIECH TO NAJCENNIEJSZA RZECZ NA ŚWIECIE , DLA NIEGO MOŻESZ ZEŚWIROWAĆ BYLE TYLKO WIDZIEĆ JAK KOCHANA PRZEZ CIEBIE OSOBA UŚMIECHA SIĘ WYJĄTKOWO TYLKO DLA CIEBIĘ , JA ZEŚWIROWAŁEM. ALE JUŻ TO SIĘ NIE STANIE BO MAM CIEBIE ICHIGO. TWÓJ UŚMIECH TO DLA MNIE NAJCENNIEJSZA RZECZ JAK MOŻESZ MI PODAROWAĆ. ,, UŚMIECHAJ SIĘ WIĘC" ~                                              TEN LIST JEST TYLKO DLA CIEBIE ICHI. TO NASZA HISTORIA. I DOWÓD NA TO ŻE WIĘCEJ NIE POPEŁNIĘ TAKIEGO BŁĘDU JAK KIEDYŚ. OBIECUJĘ JESZCZE RAZ. NIEDŁUGO PRZYJADĘ Z EUROPY. CZEKAJ NA MNIE. KOCHAM CIĘ...
                                                            TWÓJ HICHIGO
PS. JUŻ JESTEŚ MÓJ. ZŁAPAŁEM
TWOJE ŚWIATŁO , NIE ZGUBIĘ JUŻ DROGI.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
AUTORKA - I CO? PODOBAŁO CI SIĘ ICHIGO?
ICHIGO - DAROWAĆ MOGŁAŚ SOBIE TĄ HISTORIĘ! CO TO MA BYĆ?! ŻE NIBY JA MIAŁBYM BYĆ WIĘZIONYM PRZEZ TEGO IDIOTĘ.
HICHIGO - ZWAŻAJ NA SŁOWA TRUSKAWECZKO.
ICHIGO - POWTÓRZ TO JESZCZE RAZ A...
HOCHIGO - TRUSKAWKA. MMM.... TRUSKAWKA ZAWSZE DOBRZE SMAKUJE.
ICHIGO - PRZESTAŃ!
HICHIGO - ALE CO JA ZROBIŁEM , PRZECIEŻ MÓWIĘ ŻE TRUSKAWKA TO DOBRY OWOC.
ICHIGO - TAAA , BO NA PEWNO O OWOC CI CHODZIŁO.
HICHIGO - A O CO INNEGO MOGŁO CHODZIĆ? :)
ICHIGO - TY DOBRZE WIESZ JUŻ O CO.
HICHIGO - NIE , NIE WIEM.
ICHIGO - NO KURDE  TEGO NIE POWIEM.
HICHIGO - TO MOŻE CI POMÓC?
ICHIGO - NIE DZIĘKUJĘ. / HEJ! MÓWIŁEM ŻE NIE / PUSZCZAJ! / SHIRO LUDZIE TO CZYTAJĄ! / SHIRO! ....
AUTORKA - NASI BOHATEROWIE WIDOCZNIE MAJĄ JUŻ CIEKAWSZE ZAJĘCIE NA GŁOWIE :) A JA SIĘ SPYTAM JESZCZE CZY WAM SIĘ PODOBAŁO? PISZCIE W KOMENTARZACH. I JEŚLI KTOŚ NIE ROZUMIE GDZIE TO SIĘ DZIEJE TO JUŻ WYJAŚNIAM:   HICHIGO I ICHIGO SĄ PRZYJACIÓŁMI OD DZIECIŃSTWA A HICHIGO OD POCZĄTKU BYŁ ZAKOCHANY W ICHIM I DALEJ WIECIE CO SIĘ STAŁO GDY DOROŚLI. A TO ŻE HICHI NAZWAŁ ICHIGO KRÓLEM ... NO PO PROSTU JAKOŚ MI PASOWAŁO I DODAŁAM.   NASTĘPNIE WYJAŚNIAM TEN LIST NA KOŃCU. OTÓŻ CAŁA TA TREŚĆ TO JAKBY POWIEDZIEĆ LIST ZAADRESOWANY DO ICHIGO. HICHIGO NAPISAŁ ICH HISTORIE A PÓŹNIEJ WYSŁAŁ. DLACZEGO BYŁ W EUROPIE? PO DWÓCH LATACH PO TYM INCYDENCIE NASI BOHATEROWIE BYLI JUŻ RAZEM. HICHIGO ZMIENIŁ SIĘ I STOPNIOWO ZACZĘLI RELACJE NA POZIOMIE PAR. A PIERWSZEGO RAZU CHYBA NIE MUSZĘ OPISYWAĆ. I PÓŹNIEJ ZAPROPONOWANO HICHIGO STUDIOWANIE PRZEZ MIESIĄC WE WŁOSZECH , W RZYMIE. I TAK WYSŁAŁ TEN LIST GDY PRZYPOMNIAŁ SOBIE TO CO SIĘ STAŁO.
ONE-SHOT MIAŁ BYĆ MIESZANKĄ EROTYZMU , HORROR  , HAPPY ENDU , Z ŻYCIA , PSYCHOLOGICZNY. NIE WIEM CZY SPEŁNIŁAM WSZYSTKIE WYMAGANIA. NO ALE PIERWSZE ONE-SHOTY NIE ZAWSZE SĄ DOBRE , WIĘC ZROZUMCIE. :)
TO TYLE. TAKŻE TERAZ MOGĘ DAĆ TEN NAPIS.......

                                                     THE END

One-Shot (Hichiichi) - Zboczony Wiersz~

Chodzą słuchy że za lasem.
Ktoś jęczy pod balansem.
Nikt nie wie że to rudy chłopak.
Który jęczy przez albinosa.
Hichigo go popycha.
A Ichigo wzdycha , wzdycha.
Rozkosz nie mała.
Dla obu wspaniała.
Gdy Shiro przyśpiesza.
Chłopak się wycięcza.
Obydwaj dochodzą.
I odchodzą.
Następnego dnia.
Wszystko zaczyna się od nowa.

One-Shot (Hichiichi) - Konfrontacja Filmowa☻


- Horror!
- Bajka!
- Horror!
- Bajka!
- Dlaczego akurat chcesz bajkę? Przecież to dla dzieci!
- Nie obrażaj mi tu Teletubisiów!
- Teletubisie to geje.
- Tak jak ty!
- Kurcze , faktycznie. - powiedział z drwiną w głosie albinos. Ichigo zdenerwowany już do maksimum , podszedł do niego i walną z całej siły w głowę.
- Teletubisie i koniec!
- Ał , niech ci będzie , ale później oglądamy Obecność. 
- Która godzina? 
- 19:00
- To już się zaczęło! Chodź! - pociągną hichigo za sobą. Gdy usiedli na kanapie albinos objął ramieniem rudowłosego a ten oparł swoją głowę na jego ramieniu.
- Będziesz mi później musiał to jakoś wynagrodzić. - szepnął mu do ucha całując jego płatek. Kurosaki zarumienił się na ten gest.
- Nie wystarczy ci że pooglądam z tobą później ten głupi horror? To będzie równa wtedy wymiana.
- Ale ja nie chce równej wymiany. Chcę ciebie. - mrukną wdychając zapach włosów rudowłosego. - Truskawki. - uśmiechną się do siebie.
- Znowu zaczynasz?
- Ale co ja takiego zrobiłem? - spytał zdziwiony. Ichigo tylko westchną.
- Już nic. Daj mi pooglądać. - Shiro nie wiedział co było takiego interesującego w bajkach dla małych dzieci. Jednak Kurosaki też wcale nie chciał oglądać tej bajki ale to lepsze niż oglądanie horroru po którym najpewniej będzie miał koszmar. Chociaż wiedział że Shiro nie odpuści i dopnie swego , chyba że ..... zajmie go ciekawszym zajęciem.

...

Wieczorynka się skończyła i albinos wyłączył telewizor. Szybko położył rudowłosego na kanapie i zachłannie pocałował. Jednak Ichigo odsuną go od siebie.
- A może weźmiemy prysznic? - spytał , wiedząc że ten pomysł spodoba się Hichigo.
- Dobra. - uśmiechną się chytrze i pociągną chłopaka do łazienki , zamkną drzwi i objął ramionami truskawkę. - Mogę cię rozebrać? - wyszczerzył się patrząc ciągle w te piękne oczka.
- Jesteś zboczony. - powiedział Kurosaki , jednocześnie była to też twierdząca odpowiedź na pytanie Hichigo. Albinos szybko pozbawił ubioru kochanka , jak i siebie. Stanęli pod prysznicem. Rudowłosy stał opierając ręce o ścianę a Shirosaki tuż z nim odejmując go w zaborczym uścicku. Właśnie takie chwile lubili , spokojne , gdy byli sami , nikt im nie przeszkadzał , no ale zawsze padną jakieś słowa które zrujnuje cały nastrój.
- Może już zacznę?
- Co zaczniesz?
- Pieprzyć cię. -odpowiedział bez żadnego skrępowania.
- Nie pozwoliłem.
- A czy ktoś cię pyta o zgodę? - uśmiech nie zszedł mu z twarzy gdy złapał nastolatka za biodra i polizał go po szyji , przez co na twarzy Ichigo pojawiły się urocze rumieńce.
- Może jednak pujdziemy pooglądać ten film? - westchną czując jak albinos ociera się o niego swoim krokiem.
- Później. Teraz mam ochotę na ciebie.
- Shiro.... 

Dzień później...
- Akcja!
- Komedia!
- Akcja!
- Komedia!
- Akcja!
- Akcje to ja ci mogę zafundować! Ale w łóżku!
- Tyłek , mnie boli po wczorajszym.
- A co mnie to obchodzi.
- Nawet nie próbuj! - zanim zdążył jeszcze raz zaprotestować już został rozbrojony.....

See You Again Prolog

Szum wiatru kołyszący liście drzewa , jego cień , a także niebo i na nim słońce uśmiechało się do każdego. Kto by pomyślał że ten dzień może mieć jakąś wadę?
- Oi! Kuroko! - zawołał Taiga. I podbiegł do siedzącego w cieniu przyjaciela.
- Kagami-kun? - chłopak przerwał czytanie książki.
- Znowu czytasz jakieś bzdety? - wyrwał mu z ręku lekturę.
- Oddaj to. - wstał , otrzepał się i podszedł do Taigi.
- Co w tym takiego ciekawego? - czerwono włosy już chciał przeczytać choć jedno zdanie ale gdy zobaczył same litery w książce odechciało mu się. - I to ma być książka , nawet żadnych obrazków nie ma , jak można czytać takie rzeczy?
- Kagami-kun , książki z obrazkami są tylko dla małych dzieci szkół średnich. - oświadczył Tetsuya. Taiga złapał go mocno za głowę.
- Co żeś powiedział , Kuroko?
- To boli. Kagami-kun.
- Zamknij się. Ryby i dzieci głosu nie mają.
- Ale tylko dzieci czytają książki z obrazkami. - zauważył.
- Czyli uważasz że 50% ludzi w Japonii to dzieciaki?
- To niemożliwe by połowa starszych Japończyków  kupowała książki dla dzieci , inaczej zabrakłoby ich w sklepach co doprowadziło by do zamknięcia drukarni z powodu braku środków na wydrukowanie większej liczby stron. A teraz czy mógłbym odzyskać moją książkę?
- I właśnie dlatego czasami denerwujesz mówiąc takie rzeczy. Mniej książek , więcej ruchu Kuroko może wtedy przynajmniej nie byłbyś taki słaby.
- Moim zadaniem jest stać w twoim cieniu Kagami-kun , byś ty był silny.
- Tak , tak , bo ty jesteś cieniem a ja twoim światłem. - puścił jego głowę i oddał mu ksiąkę którą Tetsuya z zapałem wziął , by spakować do torby bo coś mu mówiło że już jej nie doczyta teraz. Czekał wyczekująco na Kagamiego.
- Co?
- Wołałeś wcześniej , zgaduje że masz jakąś sprawę?
- A tak , no cóż ... - podrapał się po karku. - to już dla nas prawie koniec roku więc tre.. Riko-san i reszta senpaiów zdecydowała się urządzić imprezę z tego powodu. Dziwne że jeszcze o nas pamiętają.
- To okrutne Kagami-kun , mieliby zapomnieć po tym co wszyscy razem przeszliśmy?
- W sumie , masz racje. No i jeszcze kazała przekazać że jutro spotkamy się o 17:00.
- Gdzie? - Taiga westchnął ,to chyba było oczywiste?
- U mnie.
- Pff. - błękitnookiemu chciało się zaśmiać , co nie uszło uwadze jego koledze.
- I z czego się śmiejesz?!
- Nie , tylko pomyślałem że chyba niektóre rzeczy zostaną tak jak były.
- Nie przeszkadzało by mi gdybyśmy spotykali się gdzieś indziej niż tylko mój dom.
- Ale czy to nie świetnie że niektóre rzeczy się nie zmieniają? - zawiał wiatr rozwiewając ich włosy i ubrania w tym momencie Taiga popatrzył na Kuroko , ale jego wzrok był odległy jakby był w innym miejscu. Zamknął na chwilę oczy.
- Cóż , to ja już lecę. Trzymaj się. - gdy Kagami odszedł zadzwonił telefon Kuroko.
- Tak?
- Kuroko Tetsuya?
- Tak.
- Oh , dzięki bogu z tej strony ....

♦♦♦

Wszyscy już byli zebrani w domu czerwonowłosego , no prawie wszyscy , brakowało tylko jednej osoby. Był ruch , gwar , wokół latały przeróżne rzeczy , samoloty z papieru , serpentyny , balony a w śród tego bajzlu rozgniewany właściciel domu. No trudno mu się nie dziwić , demolowano mu przecież mieszkanie. Prawie niesłyszalny był dzwonek do drzwi. Hyuga je otworzył.
- Spóźniłeś się Kuroko! - wydarł się.
- Przepraszam , miałem coś do załatwienia , i jeszcze ... - ściągnął byty i wszedł do środka za starszakiem. - ... chciałbym jeszcze coś powiedzieć Riko-san.
- Co takiego? - podeszła do nich.
- Przepraszam. Może będzie lepiej jeśli porozmawiamy o tym sam na sam. - Aido popatrzyła na niego niezrozumiale.

•••

- Rozumiem. Ale czy nie lepiej będzie powiedzieć o tym reszcie?
- Nie , proszę Riko-san zrób tak jak powiedziałem.
- Jesteś pewny?
- Tak.
- Więc dobrze , zaufam ci. - wyszli z pokoju obok , mina Riko mówiła reszcie że coś jest nie tak , ale ta zauważając to od razu się uśmiechnęła.
- I co tak się gapicie , głąby! Ściągać balony i resztę!
- Ale , czemu? - odezwał się Izuki.
- Zmiana planów , impreza odbędzie się w domu Kuroko. - zapadła cisza.
- CO?!?!?! - ten wrzask na pewno było słychać w całym budynku.
- W sumie to będzie pierwszy raz gdy będziemy w mieszkaniu Kuroko. - powiedział Koganei.
- Riko.
- Co jest Hyuga?
- Dlaczego tak nagle zmieniłaś plany?
- Dlaczego?
- Ponieważ Kuroko-kun to zaproponował.
- Spytałem się Riko-san kiedy ta impreza się odbędzie.
- W Sobotę wieczór ,  za dwa dni.
- Akurat w tedy nikogo nie ma w domu. Wolne mieszkanie i całkiem duże.
- To o tym tak długo rozmawialiście?
- Jakiś z tym problem? - mordercza aura = oddalenie na bezpieczną odległość.
- Nie , żaden. - powiedzieli chórem najmłodsi.

♦♦♦

I tak nadszedł ten dzień.
Większość osób już stała przed domem Tetsuyi. Jednak nikt jeszcze nie otworzył drzwi. W końcu te przyjechali ostatni goście.
- Midorimacchi , znowu przyniosłeś ze sobą jakiś przedmiot?
- Zamknij się Kise to jest figurka pandy. I czy mógłbyś przestać jeść jak idziesz , Murasakibara?
- Co ci się nie podoba Midochi? Nudzi mi się , to jem.
- To obleśne.
- No już , już , uspokójcie się.
- Akashi , nie toleruje ludzi nie dbających o higienę.
- Jakbyś nie wiedział to myję ręce codziennie , martw się lepiej o swoje bandaże na ręce czy je zmieniłeś tak jak zawsze ,,regularnie".
- Ty...
- Zamknijcie się , głowa może pęknąć o waszego ględzenia.
- Aominecchi , bądź trochę milszy.
- Tak , tak , bo nie jestem , grzecznie powiedziałem żeby przestali.
- Nie zachowujcie się jak dzieci. - Ostry wzrok Akashiego uciszył dwójkę wyższych od niego. Cała piątka stanęła pod drzwiami przepychając się przez resztę osób. Daika pociągną za klamkę drzwi , nie chciały się otworzyć.
- Zamknięte. - powiedział.
- I co teraz? - spytał Kise. I potem było słychać szczęk drzwi które ktoś uchylił , ale zamiast właściciela domu otworzył je ...
- Momoi i ...Ogiwara? Co? - zdziwił się Aomine patrząc na ich dwójkę.
- O , już jesteście? Wejdźcie. Tetsu-kun ma ważne sprawy dzisiaj i najpewniej późno wróci , więc kazał naszej dwójce przyjść wcześniej. Wchodźcie. - zrobili im przejście.

•••

W pokoju na piętrze zebrało się kilka osób - Ryota , Daika , Hyuga , Izuki , Mursakibara , Shintara , Kagami , Akashi , Mitobe , Koganei a pośrodku Momoi , Ogiwara i Riko. Reszta bawiła się na dole , było słychać wrzaski i fałszowanie Kasamatsu , już całkowicie spitego.
- Więc , może wyjaśnicie gdzie jest Tetsu? - Daika był podenerwowany.
- Może zacznijmy od tego że Kuroko umówił się na spotkanie ze mną i Momoi na dzień waszego spotkania w domu Kagmiego... - zaczął Ogiwara.

,,- Chciałeś o czymś porozmawiać Kuroko? - spytał i usiadł naprzeciw niego.
- Tetsu-kun! - zawołała i podbiegła o nich.
- Momoi-san , proszę usiądź koło Ogiwary-kun. - wzrok błękitnookiego był smutny  coś jest nie tak.
- Co się dzieje Kuroko?
- Cóż chyba najprościej powiedzieć to prosto  mostu ... Wyjeżdżam do USA.
- Co? Ale..
- Na czas nieokreśliny. Zapewne już wiecie o imprezie. Obędzie się ona w moim domu.
- Nie u Kagamiego-kun?
- Nie.
- Ale ... dlaczego?
- Jakby to powiedzieć , sprawy rodzinne.
- Rodzinne?
- Wam mogę powiedzieć. Dotałem telefon od Raito Allen , która prawdopodobnie jest moją przyrodnią siostrą. Nie znałem moich rodziców a wuj dał mi mieszkanie , a teraz okazuje się że mój ojciec żyje za granicą i ożenił się ponownie mając zarówno dziecko. jest jeszcze to że najprawdopodobniej jest teraz w szpitalu w złym stanie , dlatego chcą żebym pojechał do USA.Nie wiem czy wrócę za tydzień , miesiąc a może za rok? Nie wiem. Wyjazd jest w dzień imprezy wieczorem. Z tego powodu was tu poprosiłem o przyjście. To jest klucz do mojego mieszkania - położył przedmiot przed nimi. - Gdy impreza się zacznie ja już będe w samolocie. Także was proszę o zajęcie się domem i o nie mówienie na razie tego nikomu puki nie znikne. Powiem jeszcze o tym Riko-san. Mogę na was liczyć? - chwila zastanowienia.
- Ale dlaczego nie chcesz żeby inni o tym wiedzieli. - nagle Tetsuya się uśmiechną.
- Nie lubię smętnych pożegnań , najlepiej będzie jeśli odlecę stąd nie widząc ich twarzy."

- ... i tak to było. - skończył.
- Więc , wtedy gdy rozmawiałaś sama  Kuroko , to było właśnie to? - spytał Hyuga.
- Właśnie tak. Nie wiemy kiedy Kuroko wróci , czy w ogóle wróci możemy jedynie czekać. Ale też iść na przód i nie zatrzymywać się w miejscu. Kuroko-kun na pewno tego by nie chciał. A! zapomniałabym , powiedział jeszcze ....

,, Zmieniam numer telefonu , e-mail , no i teraz będę miał iny adres , proszę nie mów im gdzie teraz mieszkam."

- A to drań , wszystko zaplanował. - zdenerwował się Taiga.
- No cóż , w końcu to Tetsuya. - przytakną mu Seijuro.
- W takim razie , bawmy się dziś dobrze dla Kuroko! - krzykną Ogiwara.
- Tak! - zafturowała mu większość.
-  Zaraz , a co się stało z Nr.2? Nie ma go w pobliżu co nie?
- Bakagami , to oczywiste że zabrał go ze sobą , klatkę dla zwierzaka można kupić w różnych sklepach. - powiedziała Riko , a reszta palnęła się w głowy i zaśmiała.


See you next!

Feniks 1

Bip , Bip . Bip
- Hm. - mrukną i przekręcił się na drugi bok.
Bip , Bip , Bip ...
Wendy , wyłącz to. - szepną zaspany , usłyszał jakieś mruknięcie koło siebie.
Bip , Bip , Bip ...
Nosz ja nie mogę. - z trudem podniósł się do pozycji siedzącej i wyłączył budzik. Spojrzał na drobną istotkę leżącą obok. Znowu przyszła do niego w nocy. W sumie to zawsze do niego przychodzi. Przez koszmary nie może spać sama a on nie chce jej tak zostawić. Spojrzał na budzik. Jest 6:30 , z trudem wstał by później wejść do łazienki. Dziś jest 24 lutego X997 roku , poniedziałek , a on musi iść dziś do tej wnerwiającej szkoły , wiadomo skąd ta niechęć , bycie nowym nie jest łatwe , nie wiesz co cie czeka. Ale to najmniejszy problem. Niedługo jego kochana , niebiesko włosa przyjaciółka kończy swoje 18 urodziny. Przyjechali do tego miasta tydzień temu ale dopiero dzisiaj ich obowiązki jako uczniów się zaczynają.
- Dzień dobry Na-chan. - zwrócił wzrok na ziewającą , przybraną siostrzyczkę , nie są rodzeństwem ale tak się postrzegają , i dla nich nie ważne są więzy krwi.
- Wyspana?
- Taak. - ziewnęła.
- Dzisiaj idziesz do szkoły.
- Wiem , zaraz zrobię śniadanie.
- Ubierz się , ja zrobię śniadanie. - zaproponował.
- Yep! Na-chan będzie robił jedzonko! - nagle się ożywiła i szybciej niż wiatr podbiegła do szafy by wyciągnąć ciuchy na zmianę. Zaśmiał się na tą reakcję z jej strony , ona aż tak lubi jego kuchnie? Ale , cóż się dziwić. Przecież to on uczył ją gotować. Poczuł się z tego faktu dumny. Poszedł do kuchni by zobaczyć co ma w lodówce.... Prawie pusta , eh , będzie trza zrobić zakupy.
- Wendy! Co chcesz zjeść? - krzykną do niebieskowłosej która już pędziła , ubrana , do kuchni.
- Hm... może jajecznicę? - nagle sposępniał. - Coś się stało? Na-chan?
- Ech , nie mamy jajek , muszę dzisiaj zrobić zakupy.
- To zrób w takim razie , co chcesz Na-chan.-uśmiechnęła się.
- Mogę zrobić ci jedynie kanapkę albo zapiekankę na szybko , wybieraj.
- Zapiekanka! - klasnęła w ręce szczęśliwa. Wyciągną szybko ser i masło i zaczął przygotowywać jedzenie. - Na-chan? - zapytała po chwili.
- Tak?- wsadził kanapki do piekarnika.
- A musisz dzisiaj iść do szkoły? - zrobiła minę zbitego psa której on nawet nie zauważył.
- Muszę , tak samo jak ty. - powiedział łagodnie.
- A odprowadzisz mnie do szkoły? - po 5 minutach wyciągną gotową zapiekankę z piekarnika i postawił przed Marvel.
- Pewnie. - uśmiechną się uśmiechem którym obdarza tylko wyjątkowe osoby , a taką właśnie była Wendy którą traktował jak młodszą siostrę. - mamy jeszcze trochę czasu więc możemy iść do parku , co ty na to?
- Taaak! Pójdziemy do parku , do parku! I Na-chan weźmiesz mnie na barana! - zaćwierkała , później zaczęła już jeść śniadanie. - Pyszne! - powiedziała z pełną buzią.
- Tak , tak. Najpierw połknij później mów. - pogłaskał ją po główce. Jednak po chwili przybrał zmartwiony wyraz twarzy. - Nadal masz te koszmary? - gdy skończyła jeść , niepewnie odpowiedziała.
- T-tak. Ale nie smuć się Na-chan , sam mówiłeś że to przejdzie.
- Wendy , co tym razem ci się śniło?
- Nie opuścisz co? - uśmiech przekształcił się w grymas na jej twarzy , nie było łatwo o tym mówić. Zwłaszcza że to coś strasznego dla niej w przeciwieństwie do Dragneela , on nie boi się koszmarów ale martwi się o tą małą istotkę. - Była mgła , strasznie gęsta , pod stopami miałam trawę po której szłam dalej , zauważyłam drzewo i podeszłam tam , jednak gdy byłam już blisko , zauważyłam ... to coś.
- Coś?
- To nie przypominało zwykłej osoby . - zaczęła się trząść.- miała czerwone oczy , widziałam jak leci jej z ust krew , nagle zerwał się wiatr i tak jakby ... ona go po prostu chwyciła i wycelowała we mnie , ale ... uniknęłam , i nie było jej , myślałam że to koniec... ale nagle stała już tuż przede mną i wyciągała rękę , gdy się odsunęłam , wściekła się , i później znikła , nic więcej nie pamiętam. - dostałą teraz strasznych drgawek więc by chociaż trochę ją uspokoić przytulił ją.
- Ciii , to był tylko sen , na szczęście. -wyszeptał. - Ale co to było? Wiedziałaś chociaż?
- Nie co , tylko kto.
- Kto... Człowiek?
- To byłam ja , Na-chan , czemu to byłam ja , przecież ja tak się nie zachowuję. Boję się , nie chce znów jej zobaczyć. - zaszlochała.
- Nie bój się , coś na to poradzimy. Też przez to przechodziłem.
- Ale ty już to przezwyciężyłeś , Na-chan , jak?
- Nie wiem. - odpowiedział dalej ją tuląc i głaskać. - Chciałbym ci pomóc ale nie wiem jak. - posmutniał bardziej , ale płakać nie będzie , po prostu gdy się smucił przybierał taki wyraz twarzy jak w tej chwili. - Wendy , a jak przyszłaś do mnie to miałaś później znów ten koszmar?
- Nie. Jak jestem przy tobie Na-chan , to nie , tak jakbyś odganiał te koszmary.
- Rozumiem.  - odsuną się od niej i poczochrał jej włosy lekko się uśmiechając. - Na razie nie przejmuj się tym. Później nad tym pomyślimy. Teraz chodźmy do parku puki czas. - odwzajemniła uśmiech i otarła twarz ręką.
- Dobrze! - wstała i popatrzyła na zielonookiego. - Tylko najpierw się ubierz Na-chan. - zachichotała ,  posłuchał jej rady i poszedł się ubrać , przecież nie będzie paradował w samym podkoszulku i bokserkach. Gdy wyszedł z pokoju zobaczył stojącą już przy drzwiach Marvel , z plecakiem przewieszonym przez plecy. Sam wziął swoją torbę i przewiesił przez ramię. Skoro dopiero dzisiaj idzie do nowej szkoły , musiał wyglądać jak przeciętny nastolatek - pomijając jego różowe włosy - z tym zamiarem ubrał skórzaną kurtkę , żółtą koszulkę z drukiem jakiejś firmy i czarne dżinsy a do tego zimowe , czerwone buty.
- To idziemy?
- Tak! - wykrzyknęła w ekstazie. Wyszli z mieszkania i skierowali się do parku , który był blisko szkoły.

                                                                          •••

Siedział w parku znudzony. Loki zlecił mu to cholerne zadanie , a w dodatku jeszcze kto jest jego celem! Jeśli spotka się z tym chłopakiem , tamten najprędzej albo będzie chciał mu wpierdolić , albo ucieknie. Chociaż pierwsza opcja jest bardziej prawdopodobna. Po tym co mu kiedyś zrobił nie zdziwi się. I wątpił też że to zadanie odniesie sukces , nie wie czy uda mu się do niego zbliżyć , a w dodatku zostać czymś w rodzaju kumpla. I jeszcze Juvia. Tak kobieta jest niemożliwa. Już wolałby być ściganym przez Missuma (łac. Missum - pl. Wysłannik) niż przebywania z nią w jednym miejscu. Teraz trza się skupić na zleceniu. I właśnie gdy stawał by już iść , zauważył swój cel , siedzący na ławce niedaleko niego. I tak po prostu zaczął się gapić.

                                                                         •••

Jak on nienawidzi zimy. Nigdy jej nie lubił , nie pamiętał już nawet dlaczego , ale wie też że na pewno nie przez chłód , to mu nie przeszkadzało , wręcz przeciwnie , uwielbiał to kojące uczucie zimna. Ale samej zimy nie lubił , po prostu nie lubił i tyle. Westchną męczeńsko , Wendy poszła posiedzieć na placu zabaw a on tylko od czasu do czasu zerkał w tamtym kierunku czy nic jej nie jest. Nagle poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Poszukał wzrokiem kogoś i dostrzegł gapiącego się na niego jakiegoś faceta , ten koleś przypomina mu pewną osobę , której nie chciałby znać. Posłał mu znudzone a jednocześnie lodowate spojrzenie. Nie miał ochoty na zaczepki jakiś przypadkowych ludzi. Wstał i skierował się wprost do niebieskowłosej.

                                                                          •••

Uniósł jedną brew do góry rozbawiony spojrzeniem chłopaka ,  rozpoznał go czy nie? Chyba rozpoznał sądząc po jego twarz ,- ale gdyby wiedział jak bardzo się pomylił - stał jeszcze tak chwilę patrząc co robi ów osobnika , i postanowił go trochę poobserwować , z ukrycia. W tym celu schował się za jeszcze stojącym bałwanem , niby zbliża się wiosna a tu ci niespodzianka , dzieciaki które to zrobiły musiały być niezłymi artystami by bałwan się jeszcze trzymał. Jak on jest wdzięczny tym małym bachorom. Zaczął się zastanawiać kim jest ta mała dziewczynka do której podszedł różowy.

                                                                        •••

- Wendy. Chodź odprowadzę cię do szkoły , spóźnimy się jak teraz nie pójdziemy. - prawda , musieli już iść , jest 7:00 a lekcję zaczynają się o 8:00 , a zanim odprowadzi Wendy do swojej , pójdzie do swojej , przebierze się , znajdzie klasę , i nie narazi się nikomu , to minie trochę czasu. Marvel chciała jeszcze chwilę tu posiedzieć i poobserwować , istniejące jeszcze płatki śniegu , ale nie będzie się teraz sprzeciwiać swojemu , starszemu ,,braciszkowi" , poza tym , chce poznać jakieś miłe osoby w nowej klasie.
- Dobrze. - uśmiech wogóle nie zchodził jej z twarzy , zawsze się uśmiecha , no chyba że stanie się coś takiego jak dzisiejszego poranka. Dragneel chciał złapać ją za rękę ale on uciekła za niego. - Chcę żeby Na-chan mnie poniósł. - zrobiła minę niewiniątka , różowowłosy nie mógł jej odmówić , i z czułym uśmiechem posadził ją tak że jej nogi były po obu stronach jego szyi a dłońmi trzymała się jego włosów. - Ruszaj Na-chan! - krzyknęła wskazując palcem przed siebie. I ruszyli w kierunku szkoły średniej.

                                                                       •••

Zaczął iść w pewnej odległości za nimi , byleby go nie zauważyli. Kim jest ta dziewczynka? Loki nic mu o niej nie powiedział. Miał tylko nadzieję że nie będzie mu jeszcze bardziej obciążać zadania , skoro już myślał że jest na przegranej pozycji. Na serio musieli mu zlecić to cholerne zadanie?

                                                                       •••

Szedł dalej z nią na szyi , w pewnej chwili odwrócił się do tyłu , czując że ktoś za nimi idzie. I zobaczył tego faceta z parku. Zaczepki szuka skurwiel czy co?! Próbując to na razie zignorować przyśpieszył chód by szybko odstawić jego młodszą ,,siostrę" na miejsce.

                                                                       •••

Gdy różowowłosy odwrócił się , Gray zaczął patrzeć się w całkiem innym kierunku , jak idiota myśląc że tamten nic nie zauważył. I tak jak on przyśpieszył chód. Teraz to dopiero się wszystko pokomplikuje. Gdy on będzie chciał się jakoś zbliżyć do niego , tamten może się go pytać czemu go śledził. A przecież mógł poczekać na niego w klasie! Po co aż tak się pośpieszył!

                                                                      •••

-To tu. - odstawił Marvel na ziemie a ona się przytuliła do niego na pożegnanie.
- Przyjdziesz po mnie , prawda , Na-chan?
- Pewnie. Tylko na mnie zaczekaj. - uśmiechną się. Niebieskowłosa pobiegła do środka , a on skierował się teraz do swojego liceum. Popatrzył na wyświetlacz w telefonie.  7: 10 , a zanim dojdzie do szkoły wracając się tą samą drogą minie jakieś 20 min. Spokojnym krokiem szedł przez ulice co chwile się gdzieś patrząc , czuł na sobie , ciągle czyiś wzrok. Czy to tamten facet? Może i tak. Dla pewności Dragneel przyśpieszył i skręcił szybko w lewo by zgubić natrętnego pasożyta. I gdy myślał że już go zgubił , na powrót zmierzał do szkoły.

                                                                      •••

Kiedy nagle skręcił , Fullbuster pomyślał że został zauważony (wreszcie!). Skręcił tam gdzie on ale ... jego już nie było.
- Szlag by to trafił. - kopną jakiś przypadkowy kamień. - Zgubiłem go. - westchną męczeńsko. - Wiedziałem że to nie będzie łatwe zadanie. - po uspokojeniu się trochę , ruszył w kierunku szkoły , ale pomyślał ,,że po co iść jak człowiek i się spóźnić". I w jednej sekundzie tak przyśpieszył że ludzie których mijał nie mogli go zauważyć. Tak , to jedna z zalet bycia w większości czymś innym niż człowiekiem.
                                                                 
                                                                      •••

Gdy przechodził koło jubilera wpadła mu w oko jedna szczególna rzecz. A mianowicie niebieski pierscionek z również niebieskim kamieniem w środku o kształcie kwadratu. Wyglądał naprawdę pięknie.
- Chyba by się nadawał... - szepną do siebie , pokręcił głową i ruszył w dalszą drogę. Jeszcze kawałek , już miną park i widać w oddali szkołę . Przyśpieszył tempo by zdążyć.

                                                                      •••

Otworzył drzwi do klasy i to co zobaczył zdziwiło go , lecz nie dał po sobie tego poznać. ,,Skąd ich się tu tylu wzięło? " pytał się w myślach. Przecierz przedtem opuszczali szkołę , co , zebrało im się od tak na naukę?. Dlaczego tu przyszli? W dodatku są tu wszyscy. ,, Łoo , hola , co tu się wyrabia" myślł tak gdy podszedł do niego niebieskowłosy chłopak.
- Yo Gray.
- Taa , cześć Jell. - podszedł do swojej ławki a Fernandes przed nim koło Lokiego. - Co oni tu robią? - szepną do nich tak by tamci go nie słyszeli. Loki odwrócił się do niego z poważną miną.
- Zapomniałem ci wczoraj wspomnieć że inni też już o nim wiedzą. - także mówił cicho.
- No świetnie. Teraz nasze szanse wyrównały się z innymi.
- Ej , spokojnie , w razie czego Erza ci pomoże. - odezwał się Jellal. Czarnowłosemu zleciała kropelka potu po twarzy.
- Może lepiej żeby Erza się do tego nie mieszała. - ,,bo znając życie wtedy różowy nie przeżyje konwersacji z nią" dodał w myślach. Gdy zadzwonił dzwonek większość usiadła w ławkach ciągle gadając.

                                                                      •••

A mógł wcześniej wyjść. Już po dzwonku a on szuka klasy , a gdy znalazł na korytarzu plan zajęć , westchną męczeńsko po zobaczeniu gdzie ma lekcję.
- Trzecie piętro. - na pewno się spóźni , już na wstępie. Super. Uporał się z klatką schodową i szukał odpowiedniego numeru , aż w końcu znalazł , klasa C6. Otworzył po cichu drzwi które o dziwo nie zaskrzypiały , wtedy nauczyciel się na niego popatrzył.
- Nowy? - bardziej stwierdził niż zapytał , a on tylko pokiwał twierdząco głową. - Więc to ty. Podejdź. - szczęście że mężczyzna miał ściszony głos. Ale dziwnie się na niego gapił.


                                                                      •••

Do sali wszedł nauczyciel , ale i tak niektórzy jeszcze rozmawiali. Jellal popatrzył na blondyna wątpiąco.
- Mistrz już jest , a ucznia nie ma. - dziwnie to zabrzmiała , ale większość obecnych w klasie tak nazywało swojego nauczyciela od historii - Makarov Dreya.
- Widziałem go dzisiaj , spóźni się ale przyjdzie. - powiedział zamiast Lokiego. I wtedy drzwi się uchyliły a do pomieszczenia wszedł oczekiwany przez niego obiekt. Zainteresowani , jak i dziewczyny , zwrócili na niego uwagę.
- Więc to jest nasz nowy uczeń , bądźcie dla niego wyrozumiali. - starzec popatrzył na niego fachowym wzrokiem. - Nie pochodzisz z tąd prawda? - spytał.

                                                   
                                                                      •••    

Stanął przy biurku staruszka twarzą do niego , nie do klasy , ciągle z torbą przewieszoną sobie przez ramię , którą trzymał jedną ręką. Irytowało go to że prawie wszyscy się na niego gapili. Ale ciągle pozostawał z obojętnym wyrazem twarzy.
- Nie , nie jestem. - odpowiedział na pytanie nauczyciela.
- A więc z kąt. - dopytał. Patrząc na niego. Od niechcenia powiedział:
- Z Zachodniego wybrzeża Meksyku.
- Jesteś Hiszpanem? - widać było trochę że zdziwił się nauczyciel.
- Tak. A coś się stało? - teraz to się trochę zaniepokoił , a co jeśli oni nie tolerują obcokrajowców? A z resztą , jemu to obojętnie.
- Nie , nic , właściwie to dobrze , skoro tak to zaczniemy od dziś temat o tym kraju. - przemówił do klasy. - Chłopcze , tam masz wolne miejsce. - wskazał mu ławkę w której siedział .... ten facet co go dzisiaj spotkał! Zrobił wielkie oczy , ale później się ogarną i z poważną miną usiadł koło tego kolesia. Co mu się nie spodobało. Nie dość że kogoś mu przypomina , to dzisiaj go jeszcze śledził. On to zawsze musi nieć pecha. Oparł dłoń o podbródek i patrzył na tablicę na której starzec zaczął zapisywać notatki , próbując ignorować to że inni ciągle się na niego gapili.


                                                                      •••        

On też się zdziwił. Z Hiszpanii? To by wyjaśniało z kąt ta opalona skóra. Usłyszał też szepty niektórych dziewczyn , co to że jaki przystojniak trafił do ich klasy. Prychną na te ich rozmówki i strzeli face palma gdy nauczyciel kazał siadnąć różowemu z nim. No dobra , chwała dziadkowi , że jednak kazał usiąść różowemu koło niego , dając mu tym większe szanse na porozumienie. Postanowił też jakoś usprawiedliwić swoje dzisiejsze zachowanie i wyrwał mały kawałek papieru z zeszytu i napisał na niej ,,Sorry za dzisiaj , wyjaśnię ci na przerwie moje zachowanie na ulicy , co ty na to?"  , podsuną ją różowowłosemu i niby z zainteresowaniem popatrzył na krajobraz za oknem. Czekając na odpowiedź.


                                                                      •••

Gdy tamten facio podsuną mu jakiś papierek z zaciekawieniem odwiną go i przewrócił oczami dając oznaki swojej irytacji , już miał coś napisać , gdy odezwał się nauczyciel.
- A! Wiedziałem że o czymś zapomniałem , jak masz na imię młodzieńcze? - zwrócił się do niego.
- Natsu Dragneel - dzięki temu że zapadłą cisza w sali dało się usłyszeć co on powiedział. Zauważył że niektórzy patrzą na niego ze zdziwionym i niedowierzającym wzrokiem. Starcowi aż wypadła kreda z ręki , lecz po chwili odchrząkną i podniósł ją , znów stając na specjalnej drabinie , bo inaczej by nie dosięgną do tablicy ze swoim wzrostem karła. Inni też szybko zainteresowali się lekcją i zaczęli bazgrolić coś w zeszytach. Dragneel w końcu napisał coś na kartce ,  i podsuną ją temu kolesiowi.


                                                                       •••

Czyli że on jest synem ***. Wczoraj już znał jego nazwisko ale nie był pewny , a sądząc po wzroku pozostałych jego domyślenia były poprawne. To ci niespodzianka.  Wziął , rozwiną papier i przeczytał. ,,Nie ma o czym , po prostu zapomnijmy o tamtym i nie wchodźmy sobie w drogę". No świetnie , i jak on ma nawiązać z nim kontakt. Ale czekać. Jeszcze się nie poddał. Znów napisał mu na kartce: ,, A czy mógłbyś poświęcić chociaż chwilę czasu? Co ty na to , dzisiaj w tym pobliskim barze , poznasz przy okazji kilka osób z klasy" znów podsuną mu kartkę.


                                                                       •••

,, Jeśli już to w parku , przy placu zabaw , ale tylko chwila i tyle".


                                                                      •••

,, Jak chcesz".

                                                                     •••

Westchną męczeńsko , wcale nie chciało mu się spotykać z tym facetem. Nie chciał z nikim się spotkać. Nie może też zostawić Wendy samej , po prostu za bardzo troszczył się o tą małą istotkę. W pewnej chwili popatrzył ukradkiem na czarnowłosego lecz było to przelotne spojrzenie , nudziło mu się i zaczął się chuśtać na krześle z opuszczonymi wzdłuż rękami , i chuśtałby się tak do końca lekcji gdyby ktoś nie rzucił w jego stronę kulki zmiętego papieru , podniósł ją i spojrzał w tył na chichoczące dwie dziewczyny w rzędzie obok , odwiną kartkę by zobaczyć że jest na niej narysowane serce. Ziritowany już całkiem dzisiejszym dniem rzucił z całych sił kulką papieru ... trafiając w nauczyciela , no pięknie , wpadka już pierwszego dnia , a miał nie zwracać na siebie uwagi , no pięknie ,  po prostu pięknie. Usłyszał chichoty a po jego twarzy spadła kropelka potu. Posłał też zabójcze spojrzenie swojemu ,,koledze z ławki".


                                                                      •••


Patrzył ja zgniata kartkę a później trafia ona w staruszka , oj narobił sobie. Brechotał cicho tak jak reszta i jeszcze rozbawiło go spojrzenie Dragneela. A nauczycielowi zapólsowała żyłka na czole.
- Panie Dragneel , rozumiem że nie jest pan zainteresowany lekcją. Może znaleźć panu inne zajęcie na wstępie? Skoro nie ciekawi pana historia pańskiego kraju. - dobra , teraz to się zainteresował. Makarov chce sprawdzić nowego , ho , każdy przez to przechodził , on również.                                                              

                                                                     •••


- Interesuje mnie ,wiem tyle ile powinienem.
- Skoro tak to sprawdźmy to. - chce go przepytać już na początku? To ci dopiero, Ale spoko , odpowie na każde pytanie. - Co powie pan o wierzeniach meksykanów?
-Wielu Meksykanów wierzy w oczyszczanie duszy tak, jak to dawniej robili Aztekowie, jak również oczyszczającą moc tańca, mal de ojo, czyli złe spojrzenie, klątwy, uroki, złe moce i zazdrość, która może nawet zabić.
- Hm , a opowie pan o Nowej Hiszpanii?
- W 1521 roku hiszpańscy konkwistadorzy pod dowództwem Hernána Cotrésa podbili Państwo Azteków, a zdobyte terytorium nazwali Nową Hiszpanią. Ludność pochodząca z Hiszpanii (obejmująca najwyższe stanowiska w państwie) wymieszała się z miejscowymi Indianami oraz niewolnikami z Afryki. Od 1810 do 1821 roku trwała wojna o niepodległość, która zakończyła się traktatem pokojowym w mieście Córdoba, ustanawiając tym samym Meksyk jako niepodległe państwo. Cesarstwo Meksyku było monarchią przez 2 lata po czym ustanowiono ustrój republikański. Wojna z Amerykanami spowodowana przyłączeniem meksykańskiej prowincji Texas do Stanów Zjednoczonych znacznie osłabiła Meksyk.
- Co pan powie o podpisaniu konstytucji?
-Parę lat później po ataku Francuzów Cesarstwo Meksyku oddało się ich panowaniu. W 1867 republikanie odzyskali władzę, a 10 lat później, kiedy władzę objął Porfirio Diaz rozpoczęły się dyktatorskie rządy trwające do 1911 roku. Rok wcześniej w wyniku powstających różnic społecznych rozpoczęła się rewolucja, której liderami byli Zapata i Madero. Rewolucja pociągnęła za sobą masę ofiar, jednak po 7 latach, w 1917 roku doszło do podpisania Konstytucji, która od tamtej pory obowiązuje w Meksyku.W ciągu następnych 20 lat dwie postaci miały fundamentalne znaczenie w państwie: Plutarco Elías Calles i Lázaro Cárdenas. Pierwszy stworzył najważniejszą w państwie Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną. Drugi natomiast doprowadził do końca reformę rolniczą.
- Co stało się po drugiej wojnie światowej?
-Po drugiej wojnie światowej Meksyk rozpoczął okres rozwoju: rozwinęła się infrastruktura kraju, rozszerzył się przemysł i produkcja rolna, ale równocześnie zaczęły pojawiać się pewne problemy: ogromny wzrost ludności czy migracje ze wsi do miast.
- Jaka jest Legenda o założeniu Meksyku?
-Dawno temu lud indiański zwany Aztekami zamieszkiwał tereny północne obecnego Meksyku. Wierzyli oni w wielu bogów. Pewnego dnia znależli kamienną głowę, która wydawała z siebie dziwne dzwięki.
Okazało się, że jest to głowa jednego z ich bogów zwanego HUITZILOPOCHTLI. Huichtzilipochtli obiecał, że uczyni Azteków panami całego Meksyku, jeśli wyruszą w podróż do miejsca, które On im wskaże.
Znakiem że dotarli na miejsce będzie orzeł, który siedzi na kaktusie i pożera węża.
Aztekowie wyruszyli w drogę i wędrowali prawie 200 lat szukając wskazanego miejsca. Aż pewnego dnia stanęli na brzegu jeziora Texcoco. Na środku jeziora znajdowała się wyspa, a na niej wędrowcy ujrzeli kaktus, na którym siedział orzeł i zjadał węża. Był to znak od ich boga. Osiedlili się tam i założyli miasto o nazwie Tenochtitlan. Teraz na tym miejscu wznosi się miasto Meksyk - stolica państwa meksykańskiego. - westchną. Tego chciał go przepytać , przecież to banalne , a przynajmniej on tak myślał.
- Hm , chyba jednak mogę powiedzieć że wiesz chłopcze dużo , i nie mam wyboru jak stawić ci piątkę. 


                                                                    •••


No niektórzy się zdziwili , a on po prostu słuchał. Meksykanie wierzą w czary? I nie mijają się z prawdą.  Ciekawe czy różowy też w to wierzy .. Co za głupie pytanie , oczywiście że wierzy. Żyje 220 lat , dla tego zielonookiego ta jakiś rodzaj czaru. Zagwizdał cicho słysząc o ocenie jaką dostał chłopak. Gray dostał taką samą.


                                                                   •••


Znudzony , wyjął swój zeszyt od rysunków i zaczął szkicować. Lubił to robić gdy dostał - jak to mówi się w sztucę - oświecenie. Nie chwali się , ale jak ktoś by zobaczył jego rysunki powiedziałby że są one dziełem prawdziwego artysty.


                                                                    •••


Znudziło mu się gapienie przez okno. Oparł na krześle i zwrócił wzrok zaciekawiony co robi chłopak , a gdy zauważył powstający rysunek jeszcze bardziej się zainteresował. Oparł dłonie o podbródek i dyskretnie patrzył na pracującą dłoń różowowłasego.


                                                                    •••


Uśmiechną się pod nosem gdy jego dzieło zostało zakończone. Narysował tym razem coś na rodzaj ptaka , albo raczej naszkicował feniksa. Tak mu się zdawało. Rysował to co widział czasami w snach. Mógł śmiało powiedzieć że to jedno z jego najlepiej wychodzących obrazów.                                                            
                                       

                                     •••


- Masz talent - mrukną gdy różowy skończył szkicować. Nie spodziewał się że ma takie zdolności.


                                                               •••

- Chyba nie powinno się zaglądać do czyiś zeszytów , ale dzięki. - także mrukną. Bo lubił gdy ludziom podobają się jego rysunki. Nie ważne już kto to. To jedyna rzecz o której by z obcym porozmawiał.


                                                             •••

- Masz ich więcej? - w końcu udało mu się nawiązać jakiś dłuższy kontakt. Ale był również ciekawy co jeszcze ma Dragneel.


                                                             •••

- Cały zeszyt. - poklepał plik kartek (czt. zeszyt) - Ale wątpię byś był ciekawy moich bazgrołów. - dodał , jeśli czarnowłosy powiedział te słowa od tak sobie że ma talent to koniec rozmowy. Lecz jeśli na serio mu się spodobało to może jednak nie jest taki zły.


                                                            •••


- Nie umiem szkicować tak jak ty , ale lubię pooglądać arcydzieła innych. - ,,chociaż twoje będą pierwsze" doda w myślach. - Mogę? - wskazał na zeszyt.


                                                             •••


- Arcydzieła? - uniósł brew do góry , wyraźnie zaskoczony, - Nigdy nie uważałem moje rysunki za coś godnego uwagi. - rzekł poważnie a później podsuną czarnowłosemu zeszyt. - Jeśli chcesz to proszę bardzo.


                                                              •••


- A jak inaczej nazwać coś co wygląda na dzieło Leonarda da Vinci? - odpowiedział. - Powinieneś myśleć inaczej o swoich szkicach. - gdy podsunięto mu zeszyt , od razu wziął się za oglądanie jego zawartości. Zobaczył namalowane kilka osób , tą dziewczynkę co dzisiaj widział , zwierzęta , smoki , ale dwa obrazy wpadły mu w oko. Wilka i drugi na którym był ... on i zielonooki.

( tak mniej więcej wyglądały te rysunki)

W dodatku jak to wyglądało. Ale to dziwne , przecież spotkał go dopiero jakieś 204 lata temu , gdy żył jeszcze normalnie. Gdyby to narysował w tamtym okresie już by był poniszczony , a wygląda jak świeżo zrobiony. Wskazał na ten szkic palcem i dyskretnie pokazał chłopakowi. - A to , to skąd? - spytał cicho z  nutką rozbawienia w głosie.


                                                               •••


- Można nazwać je bazgrołami , też dobrze brzmi. - stwierdził. - Inaczej? Czyli jak? - spytał. Gdy czarnowłosy pokazał mu ,,ten" rysunek , Natsu poczuł nutkę zażenowania ale nic poza tym. Przybrał znudzony wyraz twarzy. - Nawet nie komentuj. - westchną. - Narysowałem to niedawno , gdy mi się to przyśniło zawsze rysuje , coś co było we śnie. Gdy skończyłem , chciałem to wyrzucić , ale pewna osoba zabrała mi wtedy zeszyt i przechowała do dnia dzisiejszego. Całkowicie o tym zapomniałem. Jak chcesz , to to wyrzuć albo podrzyj. To był przypadkowy rysunek i wcale mi się nie spodobał.


                                                                 •••

- No też dobrze. - mrukną. - Myśleć o nich jak o czymś co może znaleźć się na wystawie w muzeum. - wyjaśnił. - Przyśniło ci się to? Nawet nie wnikam. Ale czy ta pewna osoba to nie przypadkiem ta dziewczynka co była z tobą w parku? - zapytał po raz kolejny. - Skoro nie chcesz go , to ja sy to wezmę , mi się tam podoba. - szepną i wyrwał rysunek z zeszytu.


                                                                •••


- Jeśli to ma się znajdzie się w muzeum to ja pójdę spać bez gaci. - powiedział , troszkę w lepszym chumorze. - Tak to właśnie ona mi zwinęła zeszyt. - odpowiedział. - Tobie się podoba? - wyraźnie słychać było zdziwienie w jego głosie. Po chwili zadzwonił dzwonek więc zabrał swój zeszyt i przerzucając torbę przez  ramię wyszedł bez pożegnania z klasy kierując się na następne zajęcia.


                                                                •••

- Czyli niedługo gacie do spania nie będą ci potrzebne , bo niedługo zobaczysz w muzeum swój obraz. - odpowiedział zadziornie. - Tak podoba mi się. Zachowam sy na pamiątkę. - zdążł powiedzieć , zanim zadzwonił dzwonek oznaczający przerwę.





















I tak dodałam pierwszy rozdział. Wiem krótki , ale będą dłuższe.

A to jak wyglądał ten pierścionek w sklepie:
A tak wygląda mniej więcej to , jak siedzą uczmiowie ( tam gdzie jest taki znak ••• /••• są normalni uczniowie , których nie ma w opowiadaniu ((tylko czasem)) ) :